Tag: system

System na wszystkich czyha!

Ile razy dopadł Was już System? To takie dziwnie agresywne stworzenie. Gryzie znienacka, najczęściej niczego niespodziewającego się człowieka. System, spuszczony ze smyczy, atakuje każdego, kto znajdzie się w zasięgu cyfrowych szczęk. Co ciekawe, trudno go okiełznać. Tak jakby kierował się własnym rozumem, własną wolą i sam decydował, kto zostanie ugryziony. Okazjonalnie udaje się go utemperować, ale szkody już pozostają.

Scenka z życia wzięta. Bohater wchodzi do rejestracji w szpitalu. O 6:50, bo o 7:00 otwierają. Przy drzwiach tłoczy się już mnóstwo osób. Wręcz napierają na klamkę. Bach! Następuje uroczyste otwarcie, a wraz z nim, ciągła litania przekleństw. Najpierw na maszyny drukujące numerki! Oznaczenia są niejasne, menu wygląda tak, jakby je projektował gimnazjalista na ostrej fazie. Jakoś to idzie, pacjenci rozsiadają się na kanapach, patrzą w zawieszone nad okienkami monitory i… Nic. Nic się nie dzieje. Trach! Otwierają się drzwi, wchodzi osoba odpowiedzialna za obsługę klienta i mówi, że padł System. Trzeba czekać, bo teraz nikt się nie zarejestruje, nikt nie dostanie się do specjalisty. Panowie od Systemu już jadą. Jest 7:20. Monitory puste, nastroje gorące, wracają opowieści, jak to kiedyś był ołówek i zeszyt. I było dobrze. A teraz ten System. Panie w okienkach, z uporem godnym zbiegłego z zakładu dla obłąkanych maniaka, powtarzają, że System padł. Tak po prostu.

7:50. System ożył. Rejestracje ruszyły.

Więcej? Spokojnie. Takich historii mam wiele. Niech będzie coś z dziedziny motoryzacji. Weź naszego, nieco już sfatygowanego w szpitalnej poczekalni, bohatera. Popsuło mu się auto… Nie! Umarło mu, jeżeli uznamy, że samochody potrafią wyzionąć motoryzacyjnego ducha, auto. Ukręciła się półoś, zresztą od dawna zastanawiał się, co zdechnie pierwsze. Łańcuch rozrządu? Bo już się trzaskał niemiłosiernie. A tu niespodzianka! Nic to, mówi sobie bohater, i szuka innego auta. Znajduje Saaba, marka nie ma większego znaczenia, ale zawsze warto pochwalić bohatera za nietypowy wybór. Kupuje, dokonuje transakcji w diamentach, rejestruje na siebie. Nawet OC sobie załatwia! Taki zaradny! A po miesiącu przychodzi list od poprzedniego ubezpieczyciela. Polisa przepisana! Z bomby, pomimo wysłanej informacji o rezygnacji. Telefon na infolinię, ale nasz bohater zna już odpowiedź – System zawinił. Sprawa przekazana do ponownej weryfikacji. Mija miesiąc i sytuacja się powtarza. Coś oporny ten System! Szczęki zacisnął, trzyma mocno! Infolinia! Łooo PANIE BOHATERZE! Tamta polisa rozwiązana, ale System dalej ją widzi! No widzi, nic nie poradzisz, nie płacić tego ubezpieczenia. Czekać na pewno puści, teraz, już zaraz, rozwieramy szczęki! Zęby już wychodzą i…

Sytuacja się powtarza jeszcze dwa razy. W końcu System się poddał. Trochę blizn zostało, a do systemowej paszczy przyszło coś wrzucić bohaterowi. Winnych brak, bo i kogo winić, za błędy Systemu? Sam, przecież, podejmuje decyzje, steruje nim wola bardziej nikczemna, niż SkyNetem z Terminatora.

A nasz bohater? Cóż, wie, że System ciągle gdzie się czai, czyha, wyczekuje na moment słabości, aby znowu złapać za udo. Dlatego bohater jeździ Saabem, okazjonalnie wcina Vifona Curry (no co, Saab tani nie był, trzeba dbać o autentyczność fikcyjnej postaci w świecie przedstawionym!) i ma tak po prostu, po polsku, wyjebane.

Obława na gimnazja

Nie mogę! Po prostu nie mogę znieść tego, co słyszę w mediach! Dlaczego my, Polacy, zawsze zaczynamy dyskusję od końca? Czy nikt z szanownych państwa dziennikarzy nie słyszał o tym, że zawsze trzeba kopać głębiej? Media z wielką przyjemnością zatrzymują się na powierzchni lub koncentrują swoją uwagę na jednym problemie i tracą z oczu całą perspektywę. Każda reforma powinna być całościowa, a nie przypadkowa. Niestety, mam wrażenie, że fragmentaryczne zmienianie systemu jest naszą cechą narodową.

Denerwuje mnie dyskusja wokół systemu edukacji. Oczywiście, podstawowym problemem są gimnazja. Sam nie wiem, dlaczego zostały wprowadzone, jaki był ich cel, co miały zrobić z młodymi ludźmi – na pewno efekty są opłakane. Obserwuję je dwa razy w tygodniu, w pięciu grupach. Jednak samo usunięcie gimnazjów nie sprawi, że system się naprawi. Potrzeba jest dyskusja o dwóch elementach. Po pierwsze program, a po drugie finansowanie. Obawiam się, że ani jednego, ani drugiego nikt nie tknie. To dwie bomby, które trzeba rozbroić, bo prędzej czy później zburzą cały system edukacji. Media ich nie widzą, potykają się o nie, ale stwierdzają, że to tylko eksponaty z II Wojny Światowej. Błąd! Ładunki wybuchowe są coraz bliższe eksplozji, tykanie zegarów jest coraz głośniejsze.

Poruszam kwestię programu, bo polskie szkoły nie wiedzą kogo kształcą i po co kształcą. W zasadzie przyświeca im jeden cel – nauczyć młodego człowieka rozwiązywania testów. Podejrzewam, że to się udaje, ale ta umiejętność na nic się nie zadaje w życiu. Jak często praca polega na wypełnianiu kart z czterema gotowymi odpowiedziami? Rzadko, a wielu młodych ludzi tylko to potrafi. Z trudem piszą, jeszcze ciężej im argumentować odpowiedz. Być może to stąd bierze się popularność kołczingu i innych programów samorozwoju. Skoro człowiek nigdy nie był uczony poszukiwania rozwiązań na własną rękę, to będzie zawsze oczekiwał gotowych odpowiedzi, jakiegoś klucza, do którego będzie mógł się odnieść. Klucznictwo – oto największy sukces polskiej nowoczesnej edukacji. Wszechobecne testy, pogoń za statystką sprawiają, że młodzi ludzie są całkowicie nieprzygotowani do krytycznego myślenia. Trwa ogłupianie obywateli, na które wszyscy się godzimy.

Finansowanie polskiej edukacji, to temat jeszcze trudniejszy. Często słyszę, że mamy niż demograficzny i sprawa jest trudna. W takim razie, dlaczego system nie został przygotowany na radzenie sobie w takiej sytuacja społecznej? Dla mnie uznanie, że jedynym ratunkiem dla edukacji jest wyż demograficzny, jest absurdalne! Urodźcie więcej dzieci, to będzie więcej pieniędzy, jak będzie więcej pieniędzy, to zaczniemy lepiej kształcić. Wyż demograficzny nazywa się wyżem, bo po nim, najczęściej, następuje niż. Założenie, że zawsze będzie się rodzić dużo dzieci, w świecie, w którym mamy coraz mniej miejsca i zasobów, jest durne. Potrzebujemy strukturalnych rozwiązań na każdą sytuację. Recepta „500 zł na dziecko” nie poprawi sytuacji, nie sprawi, że urodzi się więcej Polaków. Problemy pozostaną, będą się nawarstwiać i wkrótce, to wszystko runie.

Zastanawiam się, kto zostanie obwiniony za klęskę polskiego systemu edukacji. Trzy lata temu powiedziałbym, że jest ona tylko z jedną możliwości, obecnie uważam, że jest nieuchronna. Teraz musimy zacząć zastanawiać się nad tym, co z gruzów możemy zbudować.

Education / Richard Lee (CC BY-NC-ND)

Przedwyborcze zmęczenie materiału

Trwa polski jarmark przedwyborczy. Swojej kreatywności dają upust kandydaci na prezydenta. Jedni mają tylko wizję, inni będą wszystko reformować, a są jeszcze tacy, co pragną, aby młodzi podejmowali większe ryzyku. A czy urodzenie się w naszym wspaniałym kraju nie jest już wystarczająco dużym ryzykiem?

Żaden z kandydatów nie prezentuje sensownej wizji Polski – przynajmniej dla mnie. W ich słowach za dużo jest czarującego pijaru, a zdecydowanie za mało konkretów. Mierzi mnie atomizowanie poszczególnych systemów państwa – o wszystkim (opiece zdrowotnej, podatki, wojsku itd.) mówi się „oddzielnie”, bez pokazywania jak reforma jednego elementu wpłynie na drugi. Dlatego nie dziwię się, że sztaby wyborcze stawiają na kontrowersje lub całkowitą przeźroczystość. Innej możliwości nie ma, skoro kandydaci wolą rozdawać (przed)wyborczą kiełbasę, niż prowadzić sensowe dyskusje. Najbardziej drażni mnie stosunek do edukacji.

Jakoś nikt nie chce ruszyć tego tematu, a problem jest poważny. Polska nie ma absolutnie żadnego pomysłu na swój system edukacji. Bezmyślność pojawia się  na każdym etapie, od szkoły podstawowej po szkolnictwo wyższe. Nauka została całkowicie poszatkowana na jakieś dziwne moduły, które – zapewne w założeniu – miały poszerzać wiedzę, ale tylko powtarzają informacje. Na koniec sprawdzian, najlepiej test, żeby uczniowi łatwo się rozwiązywało, nauczycielowi przyjemnie oceniało, bo przecież jest klucz, a z taką tabelką uświęconą przez Państwo nie można dyskutować. Czy nikt – absolutnie nikt! – nie widzi, że w ten sposób wychowujemy małpy potrafiące wkładać klocki w odpowiednie otwory, a nie świadomych OBYWATELI? Dlaczego polski system edukacji uznał, że jego misja polega na nauce rozwiązywania testów? Krytyczne myślenie umiera, ja miałem to szczęście, że na Uniwersytecie poznałem ludzi, którzy z tego zmłapienia mnie wyciągnęli. Momentami bolało, ale warto było trochę pocierpieć.

Kandydaci o tym nie mówią. Mam wrażenie, że reform edukacji nie domaga się nawet społeczeństwo. Być może wynika to z tego, że z podatkami i lekarzami spotykamy się przez całe życie, a ze szkoła tylko przez pewien czas. Przerażające, prawda? Świadome i krytycznie myślące jednostki doskonale wiedzę, że tak nie jest. Edukacja wpływa na nas bardziej, niż nam się to wydaje. Tylko trzeba to dostrzec.

Education / Richard Lee (CC BY-NC-ND)

Education / Richard Lee (CC BY-NC-ND)

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén