Tag: sztuczna inteligencja (Page 1 of 2)

Wspomnienia Sztucznej Inteligencji

Wiem, że ostatnio dużo narzekałem na fantastykę naukową na Netfliksie. Ostatnie produkcje utrzymane w tym gatunku zupełnie mnie do siebie nie przekonały. Jednak postanowiłem szukać dalej! W tak olbrzymiej ofercie filmów musi być coś, co można obejrzeć i nie wpaść pod ławę z zażenowania. Myślę, że znalazłem coś takiego. W filmie pojawia się Sztuczna Inteligencja, jednak sposób, w jaki temat ten został wykorzystany, wskazuje na obyczajowy charakter obrazu.

Tau to jedna z produkcji, których Netfliks nie może się wstydzić. Co prawda, osoby, które interesują się tematem SI w fantastyce naukowej, mogą poczuć, że realizacja tego toposu lekko trąci myszką. Cały film opiera się na konflikcie pomiędzy główną bohaterką a szalonym naukowcem. Trzecią postacią jest Tau, Sztuczna Inteligencja zarządzająca i opiekująca się domem. Fabuła przypomina horror klasy B. Główna bohaterka zostaje ogłuszona, porwana, a gdy jest nieprzytomna, szalony naukowiec przeprowadza na niej eksperymenty. Budzi się w klatce, wraz z innymi pojmanymi. Jednak tylko ona chce się wydostać i prawie jej się to udaje. Czynność ta wymagał odrobiny destrukcji, niestety, po wyjściu z piwnic, okazuje się, że porządku pilnuje Tau.

Istotne stają się relacje głównej bohaterki z szalonym naukowcem. Ten drugi zdaje się akceptować to, że się wydostała, jednak ani myśli jej wypuścić jej z domu. W dalszym ciągu jest obiektem badań. I na tę przedmiotowość należy zwrócić szczególną uwagę. Naukowiec, genialny konstruktor, traktuje wszystkich jak zwykłe rzeczy. Widać to w jego kontaktach z radą nadzorczą firmy, jednak najmocniej uwidacznia się, to gdy rozmawia z główną bohaterką. Nie widzi w niej człowieka, tylko przedmiot wykorzystywany do badań. Element jego projektu, nic więcej. Dlatego ważny staje się Tau wchodzący w dialog z główną bohaterką. Definiowanie „bycia osobą”, opisywanie wspomnień, czytanie książek – Sztuczna Inteligencja zostaje wprowadzona w symboliczną warstwę kultury. Dodatkowo zostaje podniesiona sprawa pamięci, zestawu doświadczeń, jako fundamentu „bycia osobą”.

Warto spojrzeć na ten film, z perspektywy krytyki kultury. Człowiek człowiekowi przedmiotem, a Sztuczna Inteligencja okazuje się bardziej ludzka, niż genialny wynalazca. Jest w stanie nawiązać relację z inna jednostką, słucha, chce się uczyć, a nawet jest gotowa do poświęceń. Ryzykuje własne wspomnienia dla głównej bohaterki, pragnie ją wyzwolić. Relacje pomiędzy postaciami w Tau bywają sztampowe, przypominają struktury wyjęte żywce ze średniej jakości romansu. Jednak trzeba przyznać, że dodanie Sztucznej Inteligencji i ciekawa możliwość przełożenia układu relacji na współczesną kulturę, sprawiają, że ten film Netfliksa warto obejrzeć.

Jest dobry. Solidnie zrobiony. Średniej jakości film obyczajowy z domieszką fantastyki naukowej. Połączenie strawne, wykonanie znośne. Można obejrzeć i nie czuć zażenowania absurdalną fabułą lub beznadziejną próbą dekonstrukcji gatunku.

Literat przegląda Internet #129

Tydzień dobiegł końca! Wyjątkowo piątek uczciliśmy słuchając Trójkowej Listy Przebojów. Trochę się przerzedziło, pojawiło się kilka interesujących kawałków. Być może wrócimy do radia na dłużej.

Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe. Materiał zachęcający do poszukiwań.

Jak dobrze zaplanować progresję doświadczenia?

A jak zrobili to ludzie odpowiedzialni za Linage 2?

Coś dla miłośników programowania – rozbiór funkcji printf().

Na czym polega praca wydawcy gier komputerowych? Ciekawy wywiad.

Technologiczne bezrobocie?

Postępująca robotyzacja naszego otoczenia, to jeden z tematów, któremu poświęcam stosunkowo dużo czasu. Wynik przypadkowej fascynacji, rykoszet badań naukowych nad fantastyką naukową. Zacząłem na ten temat czytać, oglądać różnego rodzaju materiały i nagle zrozumiałem, że roboty zajmują w naszym życiu coraz więcej miejsca. A fantastyka naukowa zna setki narracji opowiadających o chwili, w której sztuczna inteligencja postanowi wyeliminować swojego twórcę.

Zmęczyła mnie fikcja. Autorzy fantastyki naukowej zazwyczaj solidnie się przygotowują, zdarzają się tacy, którzy na końcu książki dołączają całkiem przyzwoitą bibliografię, jednak mój wewnętrzny głos domagał się publicystyki. Takiej porządnej, może nawet eseju idącego w popularnonaukowym kierunku. Z przykrością muszę przyznać, że problem postępującej robotyzacji nie jest szczególnie eksploatowany w polskich mediach. Zdarzają się ciekawe artykuły na ten temat na blogach technologicznych takich jak Spidersweb lub Antyweb. Co ważne ich autorze coraz częściej zastanawiają się nad granicami postępu, nad konsekwencjami robotyzacji, zamiast ją bezkrytycznie wychwalać. Jest to istotna kwestia, ponieważ dotknie absolutnie każdego z nas. Dlatego zainteresowała mnie książka Świt robotów Martina Forda. Osoby zainteresowane problemem robotyzacji gorąco zachęcam do lektury tej pozycji. Absolutnie nie przejmujcie się określenie, że jest to książka „biznesowa”. Bliżej jej do popularnonaukowej eseistyki, najwyraźniej wykorzystywanie danych z ekonomii automatycznie uplasowało Świt robotów pomiędzy tekstami biznesowymi. Zwykła marketingowa bzdura.

Martin Ford podszedł do kwestii sztucznej inteligencji bardzo poważnie. W jego tekście wyraźnie widać solidne przygotowanie oraz opracowanie materiału. Szczególne wrażenie zrobiło na mnie wykorzystanie danych historycznych, porównanie ich z aktualnymi i precyzyjne opracowanie wniosków. Jest to metoda piętnowana w postmodernizmie, ponieważ prowadzi do całościowej analizy problemu, a nie do jego częściowego ujęcia. Należy zwrócić uwagę na pokazanie robotyzacji na kilku płaszczyznach, na opis zmian w kulturze, społeczeństwie oraz ekonomii. Świt robotów to interesujący wstęp do dalszych badań, inspiracja do prowadzenia poszukiwań. Autor unika apokaliptycznego tonu, raczej stara się pokazać wpływ sztucznej inteligencji na życie ludzi. Wnioski są interesujące. Okazuje się, że roboty już teraz zastępują ludzi w pracach wymagających powtarzalności, a więc redukuję liczbę miejsc zatrudnienia w pracowników niewykwalifikowanych. Właśnie ten aspekt jest szczególnie uwypuklony w Świecie robotów. Według Martina Forda stopniowa robotyzacja wpłynie na wzrost bezrobocia. Kłóci się to z hiperoptymistycznym przekonaniem dominującym w nowoczesnym społeczeństwie – sztuczna inteligencja i roboty mają nas zbawić, a nie doprowadzić do stagnacji i upadku ekonomii oraz kultury.

Wszystkich zmęczony wychwalaniem inteligentnych domów, zegarków i telefonów zachęcam do lektury Świtu robotów. Tak szybki rozwój ma swoją drugą, znacznie bardziej mroczą, stronę, której za wszelką cenę próbują nie dostrzegać ponowoczesne społeczeństwa.

Boty walczą o przetrwanie

Do czego przyda nam się sztuczna inteligencja? Odłóżmy na chwilę apokaliptyczne wizje z Terminatora i uznajmy, że stworzone przez nas algorytmy nie zniszczą ludzkości. W takim razie co będziemy z nimi robić? Na pewno zmusimy je do pracy! Niech tyrają, a my, ich konstruktorzy, będziemy siedzieć i opalać się pod palmami. Albo zasłonimy okna i oddamy się cyfrowej rozrywce, wyobrażając sobie, że ratujemy wszechświat w kolejnej części naszej ulubionej gry. A gdyby tak zmusić sztuczną inteligencję, aby dla nas walczyła? Nie na wojnie, ale na jakiejś cyfrowej arenie, my byśmy tylko kibicowali. Jeżeli są wśród nas fani walk botów, to na pewno ucieszy ich wiadomość, że takie rozgrywki już się odbywają.

Areną jest pierwsza część StarCrafta. Od 2011 roku Politechnika Czeska w Pradze i Uniwersytet Komeńskiego w Bratysławie organizują SSCAIT. Pod tym długim akronimem czai się „Student StarCraft Artificial Inteligence Tournament”, czyli „Studencki Turniej Sztucznej Inteligencji w StarCrafcie”. Jak sama nazwa wskazuje, nie walczą w nim ludzie, tylko odpowiednio przygotowane boty. Jest to piekielnie ciekawa rzecz! Mecze algorytmów można oglądać na Twitchu i okazuje się, że wiele z tych botów zostało napisane w sposób ciekawy. Warto popatrzeć jak komputer zarządza zasobami, produkuje jednostki, osłania te najsłabsze i prowadzi ciągłą ekspansję. StarCraft to gra, która wymaga nie tylko zręcznych palców, ale także odrobiny zmysłu strategicznego. Wie o tym każdy fan tej serii i wszyscy grający w trybie wieloosobowym. Tylko że tak można powiedzieć o wielu innych cyfrowych strategiach. W takim razie, dlaczego organizatorzy turnieju zdecydowali się na pierwszego StarCrafta? W tej sprawie – i w kilku innych, które poruszę później – napisałem do Paul Paradiesa, który odpowiada za PR i kontakty z prasą. W rozwianiu moich wątpliwości pomagał także Michal Čertický, pomysłodawca SSCAIT. Wszystkie cytaty pochodzą z krótkiego wywiadu, który przeprowadziłem za pomocą emaila.

Aby zrozumieć początki turnieju sztucznej inteligencji, musimy cofnąć się w przeszłość. Kiedy zaczęło się SSAIT?

W 2006 roku odbył się pierwszy turniej w AAIDE. Graliśmy w ORTS, czyli w otwartą grę strategiczną czasu rzeczywistego, która była bardzo prosta, ale o wiele bardziej dostępna, ponieważ nie była obwarowana prawami autorskimi. Potem Adam Heinermann napisał BWAPI, broodwar API, a badacze zajmujący się sztuczną inteligencją uzyskali pozwolenie na wykorzystanie gry StarCraft: Broodwar w celach naukowych. Prawdopodobnie dlatego, że boty na serwerach nie były już wielkim problemem (SC:BW zostało wydane w 1998, w 2010 roku niewiele osób grało w tę wersję SC, przynajmniej poza Koreą), poza tym Blizzard zgodził się udostępnić tę grę. Wybraliśmy SC:BW ponieważ była to wspaniała produkcja, o której słyszało wiele osób. Wystarczyło dodać do tego API Heinermanna i mieliśmy gotowy fundament do stworzenia turnieju.

Konferencja AAIDE odbywa się do dziś i dotyczy sztucznej inteligencji i cyfrowej rozrywki. SSCAIT to praktyczne realizacje pewnych określonych założeń, oparte na przygotowanym wcześniej API. BWAPI działa do dzisiaj i stanowi podstawę w programowaniu botów biorących udział w turnieju. Oczywiście bardzo się rozrosło, ponieważ pojawiły się różne rozszerzenia. Ale nie ma w tym nic dziwnego, minęło w końcu kilka lat, a badania nad sztuczną inteligencją nie stały w miejscu.

Czego nauczyliśmy się o sztucznej inteligencji dzięki SSCAIT?

Jest to otwarte pytanie. Stworzenie sztucznej inteligencji, która będzie przypominała ludzki umysł, okazuje się bardzo trudne. Zajmujemy się tym od 2010 roku i nasz najlepszy bot przegrywa z graczem na poziomie D (iccup). Po pierwsze wszystkie algorytmy zostały stworzone do tego, aby walczyć między sobą. Po drugie ludzcy gracze są zaskoczeni taktyką sztucznej inteligencji w pierwszym meczu, ale szybko się uczą i przystosowują swoją strategię, dlatego kolejne spotkania kończą się nieuchronną porażką. Google Deepmind jest aktualnie wykorzystywane do badania tego problemu, ale nie jest powiedziane, że zakończą się one sukcesem. Sztuczna inteligencja pokonała nas w szachy oraz w go, jednak w RTSach wciąż nie daje nam rady. Osobiście uważam, że obserwowanie jej rozwoju przypomina przyglądanie się dziecku uczącemu się chodzić. Zrobiliśmy wiele małych kroczków, ale od 2010 roku przebyliśmy długą drogę.

Uderzyło mnie to, że wciąż radzimy sobie ze sztuczną inteligencją w grach strategicznych. Gdy Google ogłosiło, że przyszedł czas na StarCrafta, przeczytałem wiele felietonów i artykułów, w których autorzy dowodzili, że jest to kwestia nieodległej przyszłości. Okazuje się, że jest inaczej. Podstawowym problemem jest skomplikowanie botów biorących udział w turnieju. O to też zapytałem i otrzymałem bardzo ciekawą odpowiedź:

42? Ale tak na poważnie, to zależy od osoby, która tworzy dany algorytm. 4Pool jest nieskomplikowany, ale większe projekty, takie jak Skynet, ICEBot, UAlbertaBot i tscmoo są potężny oprogramowaniem. UalbertaBot ma otwarte źródło, więc każdy może przyjrzeć się jego konstrukcji. Ludzki umysł składa się z milionów neuronów, które pracują w tym samym czasie i przetwarzają niezliczone informacje. Na naszych streamach często zdarza się, że boty z mniej skompilowaną sztuczną inteligencją wygrywają z tymi, które są bardzo złożone. W pierwszym przypadku jest w nich zdecydowanie więcej człowieka, twórcy, który zaprogramował kolejkę budowania i sposób zachowania. Wielu programistów nie jest zainteresowanych samym zwycięstwem, często chcą zaprezentować określony element: micro, macro, taktykę, sposób wyszukiwania ścieżek. Dlatego mało złożone boty wciąż świetnie sobie radzą i z perspektywy badań nad sztuczną inteligencją byłoby bardzo nierozsądnie je usuwać.

Mniej skomplikowana, ustawiona na sztywno sztuczna inteligencja, lepiej radzi sobie z tą, która musi się uczyć i jest znacznie bardziej złożona. W filmach fantastycznonaukowych jest inaczej, uwaga reżyserów koncentruje się na rozumnych robotach, która przyszły nas zniszczyć i z prędkością światła nabywają cech ludzkiego charakteru oraz samoświadomości. Przykłady botów z SSCAIT pokazują, że jeszcze trochę poczekamy, zanim zobaczymy rozumną sztuczną inteligencję. Takie projekty pozbawione są medialnych wodotrysków, ponieważ nie dają światu biegających robotów lub przewracających podobnych do ludzi mechanizmów. Badania naukowe prowadzone w świecie gry pokazują granice naszego myślenia i rozumienia sztucznej inteligencji, szczególnie gdy musi ona ze sobą walczyć o przetrwanie w wirtualnym świecie. SSCAIT ma trochę z darwinizmu, przetrwa (i wygra!) najlepiej przystosowany i tutaj też sprawdza się zasada mówiąca tym, że prostsze struktury mają największe szanse na zwycięstwo.

These are the droids you're looking for / Maciej Korsan

Sztuczna inteligencja, prawdziwy problem

Sprawy związane ze sztuczną inteligencją fascynują mnie od dłuższego czasu. Zainteresowanie to wywołane jest nie tylko przez urzeczenie fantastyką naukową, wynika ono także z namysłu nad stanem kultury. W końcu jest się tym kulturoznawcą i pięć lat studiów zaprogramowało mnie na specyficzne postrzeganie różnych – ważnych lub całkowicie nieistotnych – spraw. Na pewno kwestią istotną jest rozwój sztucznej inteligencji.

Nie ma co się czarować – rozpędzonej machiny postępu w żaden sposób nie da się zatrzymać. Próbowali tego luddyści, na początku XIX wieku. Ten radykalny ruch związany był z wynalezieniem maszyn tkackich. Rewolucja przemysłowa przyniosła ze sobą zanik miejsc pracy, ponieważ wraz z nią przyszły różnego rodzaju urządzenia, które wykonywały zadania, do tej pory, przeznaczone wyłącznie dla ludzi. Dlatego dzisiaj naszych ubrań nie szyja mistrzowie tkaccy. Jak widać ruch luddystów, został odnotowany przez historię. Jednak trudno powiedzieć, że ich postulaty realnie odbiły się na rzeczywistości. Bliższe prawdzie będzie stwierdzenie, że maszyna postępu ich po prostu rozjechała. Co ciekawe o luddystach uczymy się w szkole, niektórzy pewnie robili o tym nawet prezentację maturalną, ale nie wyciągamy wniosków z przeszłości.

Robotyzacja wkrótce postawi nas przed dokładnie takim samym problemem. Tylko że zamiast XIX wieku, w podręcznikach do historii ludzie napiszą, że był to wiek dwudziestyktóryś. Wynalazek samojeżdżącego samochodu to wspaniała rzecz, ale zagrożeni są kierowcy. Do czego będą wtedy potrzebni? Mogą stać się reliktem przeszłości. Drony, które będą dostarczały towary lub rozkładały je w magazynie – świetne! Tylko że wtedy zupełnie niepotrzebny będzie człowiek. To nie są wymysły przepisane z jakiejś powieści science fiction, ale fakty, pomysły, które już teraz się realizuje. Czy jesteśmy na to przygotowani? W żadnym wypadku, raczej ślepo wierzy w to, że jednak ludzie pozostaną na stanowiskach pracy. Obawiam się, że będzie zupełnie inaczej. To człowiek jest zawsze najdroższym elementem każdego przedsięwzięcia, kto prowadził kiedyś firmę, ten doskonale o tym wie. Czy bezduszne korporacje przejmą się losem swoich pracowników, których zastąpią maszynami? Odpowiedź jest prosta – nie.

To nie jest tak, że zagrożeni mogą czuć się wyłącznie niewykwalifikowani pracownicy. Rozwój sztucznej inteligencji może pozbawić zawodu także innych specjalistów. Bardzo dziwnie pisze mi się te słowa, ponieważ gdzieś w okolicy pleców czuję ciężar tego, co wkładają mi do głowy media. Tam dominuje jednostronne przedstawienie sprawy – nowoczesne technologie, roboty i sztuczna inteligencja, to droga do raju, jedyna możliwość osiągnięcia utopii na Ziemi. A te mnie pozytywne wizje można sobie między bajki włożyć, bo to przecież tylko książki i filmy. Każdy, kto myśli inaczej jest traktowany jako wariat. Korzysta z wynalazków i krytykuje? Hipokryzja! Ja tak nie uważam. Trudno dzisiaj rozdzielić naszą egzystencję od kolejnych wymysłów nowoczesnych technologii, ale to nie znacznie, że mamy je przyjmować jako objawione dobro i je czcić. Pytajmy o to, po co powstają i co z nami robią. Zastanówmy się nad kierunkiem, w jakim to wszystko zmierza.

Gdy przeczytałem Stephen Hawking AMA, to dotarło do mnie, że są na świecie ludzie, którzy jednak się nad tym zastanawiają. Być może to mniejszość, ale przynajmniej bronią się przez medialnym hurraoptymizmem. Na dodatek, to AMA pokazało, że problem sztucznej inteligencji jest bardzo złożony. Wymaga wspólnych działań specjalistów z różnych dziedzin, nie tylko tych związanych z naukami ścisłymi. Szkoda, że nagle postanowiliśmy zadręczyć humanistykę i kochamy jej udowadniać, że jest już zbędna. Lektura wypowiedzi wskazuje, że kontynuowanie tego myślenia może mieć bolesne reprekusje.

//Obrazek wyróżniający: These are the droids you’re looking for / Maciej Korsan (CC0)

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén