Superherosi dzisiaj mają lekko. Od kilku lat, przynajmniej dwa razy w roku, mamy okazję oglądać ich w akcji. Jedni zachwycają się przygodami współczesnych herosów w kinie, a inni na ekranach telewizorów lub laptopów. Nie zmienia to faktu, że superbohaterowie znowu przebili się do świadomości odbiorców popkultury. A już mówiło się o ich kryzysie, o tym, że zostaną na długi czas bez zajęcia. Wszystko zmieniło się, gdy na ekrany kin zawitała pierwsza część Avengers.

Co uważniejsi fani komiksowych superherosów zauważą, że wcześniej pojawiła się pierwsza część trylogii o Mrocznym Rycerzu w reżyserii Christophera Nolana. Dla mnie, cała ta seria, nie jest przykładem na to, że superbohaterowie triumfalnie wrócili na szczyt popkultury, raczej stanowi potwierdzenie kryzysu tych postaci. Batman zostaje uczłowieczony. Christopher Nolan zmierza w kierunku koncepcji Mrocznego Rycerza, która znana jest z komiksów Franka Millera. Istotne stają się problemy moralne, z którymi musi poradzić sobie Bruce Wayne. Najważniejsze jest jednak to, że Batman zostaje pokazany, jako bohater trudny do zaakceptowania i działający na granicy prawa. Czy w takim co odróżnia go od Jokera, Bane’a lub Crane’a? Okazuje się, że bardzo niewiele, ponieważ Christopher Nolan w genialny sposób rozmył granicę między dobrem i złem. Wprowadziło to szarości do świata przedstawionego superherosów, ale nie wszyscy byli w stanie wytrzymać taką zmianę. Batman pod tym względem był wyjątkowy. Dodanie skomplikowanej moralności, która nie jest oparta na archetypowym konflikcie Dobra ze Złem, ale wymaga ciągłego balansowania na krawędzi, sprawiło, że Bruce Wayne ponownie stał się bohaterem popkultury.

Na prawdziwy powrót motywu superbohatera trzeba było poczekać, aż do pojawienia się pierwszej części Avengers. Oczywiście grunt pod ten powrót został odpowiednio użyźniony. Były, moim zdaniem, trochę nieudolne próby przeniesienia na ekrany Hulka. Adaptacje te są średnie, łatwiej przypiąć im łatkę kryzysowych, niż faktycznie superbohaterskich. Ale to wahanie najbardziej widać na przykładzie Człowieka Pająka, X-Menów oraz Fantastycznej Czwórki. We wszystkich tych przypadkach autorzy nie do końca wiedzieli jak ugryźć problem superbohatera. Dlatego wychodziło im to w sposób kiczowaty. Sięgali po konwencję, która sprawdzała się w Złotej Epoce Komiksu, gdy Superman ratował ludzkość i nikt nie próbował kwestionować jego nadprzyrodzonych umiejętności. Po drodze pojawiły się komiksy autorskie, które, w bardzo ostry sposób, zrywały z konwencją superbohaterską, byli także antybohaterowie i tu za przykład może posłużyć brutalny Lobo. Nie było miejsca na trykoty i patos. Podświadomie wyczuwano, że superherosi się zużyli, że wymagają jakiegoś odświeżenia. I tak się stało.

Zapowiedzią powrotu byli Iron Man oraz Kapitan Ameryka, ten ostatni w szczególności. W Thorze tego nie widać, ale wynika to z konstrukcji tego bohatera. Jest on podwójnie mityczny, osadzony w dwóch mitologiach – historycznej, czyli nordyckiej oraz współczesnej, czyli popkulturowej. Inaczej jest w przypadku Iron Mana oraz Kapitana Ameryki. Trudno jednoznacznie wskazać, który z nich stał się Supermanem naszych czasów. Tony Stark na pewno stanowi uosobienie współczesnych pragnień – geniusz, arogancki bogacz, playboy, na dodatek otoczony nowoczesną technologią. Brakuje mu funkcji integrującej, która jest kluczowa dla Kapitana Ameryki. A ten stanowi relikt przeszłości, nowoczesność wydaje mu się dziwna, dlatego w Avengers pojawia się mały konflikt między nim, a Iron Manem. Kapitan Ameryka staje się spoiwem łączących superbohaterów ze zwykłymi śmiertelnikami i to wyzwala w Tonym Starku potrzebę pomocy oraz umiejętność poświęcenia siebie dla innych.

Te dwa elementy były bardzo ważne dla tradycyjnej koncepcji superbohatera. Miał on – przede wszystkim – walczyć ze Złem, które było bardzo precyzyjnie określone, najczęściej dochodzi do jego personifikacji. W Avengers tak się dzieje, z tym, że uosobienie Zła jest podwójne – mamy Lokiego oraz najeźdźców z kosmosu. Intencje są oczywiste, zagrożenie dla Ziemian również, co prowadzi do pojawienia się superbohaterów oraz uratowania sytuacji i przywrócenia porządku. Ten ostatni element jest bardzo wyraźny, ponieważ świat staje się ponownie bezpieczny oraz zyskuje obrońców. Co prawda w zakończeniu filmu pojawiają się słowa krytyki skierowane do działającej grupy superbohaterów, ale nie mają one na celu ich zdyskwalifikowania! Zadaniem wyrażonych obaw jest podkreślenie, jak wielkie znaczenie miała ta interwencja. Zestawia się zniszczenia dokonane w Nowym Jorku z ogólnoświatowym zagrożeniem. Kilka budynków i ulic można poświęcić, ważne, że Ziemia jest bezpieczna i ma swoich zdeklarowanych obrońców.

Nowa superbohaterskość?

Film Avengers odbudowuje funkcje superbohatera we współczesnej popkulturze. Mało istotne stają się wady poszczególnych postaci, nikt nie próbuje ich na siłę uczłowieczać. Są zestawem cnót: wybaczają, kierują się wyłącznie istotnymi wartościami, są w stanie poświęcić się dla ich i – co najważniejsze! – w obliczy kryzysu zapominają o tym, co ich dzieli i się jednoczą. Avengers to tekst kultury opowiadający o pracy w grupie, której celem jest wyrwanie świata z chaosu. W dalszym ciągu jest to realizacja superbohaterskiej konwencji, ale zostaje ona dostosowana do potrzeb współczesnego widza. Ważne jest unikanie patosu, a jest to coś, co łatwo wychwycić w starych komiksach. W Avengers podniosłe kwestie pojawiają się rzadko, autorzy umiejętnie grają dowcipem i jednocześnie dają do zrozumienia odbiorcy, że zagrożenie wcale nie jest zabawne i tylko współpraca może ocalić Ziemię. Znamienne jest, że nośnikiem patetycznych treści jest Kapitan Ameryka.

Tylko ta postać jest pozbawiona znamion nowoczesności. Stanowi reprezentację tradycyjnych i pozytywnych wartości. Jego przywrócenie do życia można zinterpretować jako powrót do zapominanych przez współczesne społeczeństwa elementów. Avengers ma opowiadać o budowaniu bezpieczeństwa poprzez współpracę pomiędzy superbohaterami, mają oni nieść pomoc innym i całkowicie zapomnieć o wszystkich animozjach. Kapitan Ameryka, być może chwilami bardzo staroświecki, występuje jako postać ułatwiająca to zjednoczenie. W ten sposób autorzy nawiązują do jego komiksowego rodowodu – przecież to on, z kolorowych plansz, pokonał nazistów, a potem bezlitośnie tłukł komunistów. Liczyło się dla niego bezpieczeństwo narodu, jednocześnie nigdy nie zapomniał o swoim najlepszym przyjacielu. Zahartowany został w ogniu wojny i jako jedyny był w stanie dostrzec, że nowoczesne społeczeństwo nie przetrwa jako grupa indywidualistów. Z takimi osobami przyszło mu współpracować. W Avengers superbohaterowie, na początku, kierują się tylko i wyłącznie własnymi interesami, co najmocniej widać na przykładzie Iron Mana. Dopiero działania oraz słowa Kapitana Ameryki zaczynają budować zręby współpracy. Ktoś musi jednoczyć i rola ta przypadła tej postaci.

Zastanawiam się jak długo potrwa ten renesans superbohaterów i czy jest zapowiedzią poważniejszych zmian w popkulturze. Kto jeszcze zostanie odświeżony? A może powstaną nowi superherosi? Na pewno kolejne filmy wykorzystujące naszych ulubieńców będą nawiązywały do modelu, który pojawił się w Avengers. Ile czasu zajmie popkulturze przetrawienie nowej superbohaterskości?

// Obrazek wyróżniający: Esparta Palma / It’s not easy to be a superhero (CC BY 2.0)

//Skany kary: Mark Anderson.