Dzisiaj, z rosnącym przerażanie, stwierdziłem, że powoli kończy mi się miejsce w notatniku. Mam go od ponad roku, trochę ze mną pojeździł, zużył się i zawsze był doskonałą przestrzenią do notowania pomysłów. Mało tego! Ten zeszyt w szarej okładce zawiera w sobie szczegółowe opisy dwóch funkcjonalności do gry, przy której pracuję. Znalazłem także notatki ze zeszłorocznych Digital Dragons oraz dokładny opis połączenie i szkic logiki do stacji pogodowej. A to nie jest mój pierwszy notatnik!

Nigdy nie prowadziłem pamiętników. Próbowałem, ale szybko nużył mnie przymus codziennego spisywania myśli. Nie prowadzę fascynującego życia, nie mam tysiąca myśli na minutę. Moje notatniki doskonale to pokazują. Posiadam tendencję do rozbierania określonego problemu na części pierwsze i analizowanie ich połączeń. Stąd w moich szkicach mnóstwo strzałek, połączeń, uwag na marginesach. Treście pojawiają się one nieregularnie, stanowią wyrzut tego, co od dłuższego czasu siedzi mi w głowie. Każdy z moich notatników był swoistym uporządkowaniem mojego prywatnego chaosu. Wiele pomysłów tam umarło, a jeszcze więcej zostało zrealizowanych. Zapiski internetowe prowadzę od 2009 roku, czyli od 9 lat. Blog zawsze był dla mnie formą ćwiczeń warsztatowych, pisałem i publikowałem, po to, aby się trenować składanie słów w zdania. W dalszym ciągu tak jest.

Notatniki, to coś zupełnie innego. Bałagan, pisanie w autobusach, na przystankach, w pociągach. W każdej wolnej chwili. Zawsze, gdy dopadała mnie jakaś myśl. Czasem spisuję uwag na temat aktualnie czytanych książek, znacznie częściej tworzę szkice do artykułów. Co ciekawe, mam awersję do cyfrowych notatników. Miałem ich kilka. Próbowałem pisać za pomocą klawiatury ekranowej, korzystałem z rysika. Nic się nie sprawdzało tak dobrze, jak tradycyjny papier i ołówek. Przez długi czas korzystałem z ołówków, do dziś mam ich zapas. Nigdy nie przepadałem za długopisami. Pióro w mojej dłoni pojawiło się przez przypadek, za sprawą Łukasza, człowieka, z którym studiowałem.

To od niego dostałem pierwsze pióru. Srebrnego Parkera, z serii Vector. Długo nie mogłem się przestawić, ale w końcu ręka się przyzwyczaiła. Na pewno znacznie poprawił się mój charakter pisma, nie bazgrzę już tak jak kiedyś. Niestety, to pióro po kilku latach się zużyło. Najwięcej problemów sprawiała skuwka, która miała tendencję do odsłaniania stalówki. Kilka razy zdarzyło się, że moje papiery przybierały kolor aktualnie używanego tuszu. Dlatego w tym roku, w ramach urodzinowego prezentu od Żony, otrzymałem nowe pióro. Stare zachowałem, najwyraźniej z wiekiem robię się coraz bardziej sentymentalny.

Łukasz podarował mi pióru z życzeniem napisania szkicu pierwszej książki. Nic takiego się nie stało. Jego prezent posłużył do zapełnienia trzech notatników, od deski do deski. Dlatego nie sądzę, aby podarek się zmarnował.