Tag: uniwersytet (Page 1 of 2)

Klasowe RPG

Ostatnie cztery lata spędziłem, nauczając studentów. Prowadziłem ich przez meandry tajemnej wiedzy o kulturze popularnej. Czasem tłumaczyłem, na czym polega fenomen Wiedźmina, a innym razem dyskutowaliśmy na temat rozumienia erotyki oraz pornografii. Zdarzały się zajęcia o kiczu, które nie zawsze wychodziły. Muszę przyznać, że podstawowym problemem, z jakim musiałem się zmierzyć, było odpowiednie motywowanie studentów. Trudno ukryć, że wielu prowadzących korzysta ze sprawdzonej metody – lista obecności, konsultacje oraz kolokwium.

Działa to różnie. Ktoś może powiedzieć, że najważniejszy jest temat zajęć i oczywiście będzie miał rację, ale tylko częściowo. Zaczynając zajęcia dydaktycznie, wytłumaczono mi jedną rzecz: jeżeli grupa będzie słaba, to i stawanie na głowie nie pomoże. Tylko szkoda, że nikt nie wytłumaczył mi, na czym owa „słabość” ma polegać. Przez cztery lata pracowałem z różnymi studentami, obserwowałem, jak się rozwijają lub załamywałem ręce nad tym, że po prostu nie chcą dowiedzieć się czegoś nowego. Kultura popularna to temat ciekawy, który dotyczy każdego, ale jej naukowe opracowania już takie pasjonujące nie są. Motywowałem w stary, sprawdzony od lat sposób – pytałem w trakcie sprawdzania obecności, a osoby, które nie potrafiły ukryć nieprzygotowania, lądowały na konsultacjach. Z perspektywy czasu wiem, że to był dobry model, jednak całkowicie mijał się z celem, gdy prowadziłem zajęcia warsztatowe. Jak wtedy rozliczyć studenta z przekroczonej liczby obecności? Szczególnie gdy pracują w grupie. Myślę, że tutaj sprawdziłby się projekt, na który trafiłem, przeglądając portal wspieram.to.

Classroom RPG” przygotowany został z myślą o pracy z młodzieżą w gimnazjum oraz w liceum. Zgodnie z informacjami na stronie, zadaniem każdego ucznia jest rozwój swojej postaci poprzez zdobywanie ocen, a także aktywne uczestniczenie w lekcjach. Przewidziano walki PvP, grupowanie się uczniów w gildie, sklep, w którym można wykupić nieprzygotowania, a na zakończenie roku, najlepsi uczniowie zdobywają nagrody w postaci kluczy Steam. Za projekt odpowiadają dwie osoby – Mateusz Tomaszewski (dydaktyk, pomysłodawca „Classroom RPG”) oraz Krzysztof Sikorski (człowiek, który zaprogramował aplikację). Wszystkich dydaktyków szczególnie zachęcam do zapoznania się z tym projektem, ja zarysowałem wyłącznie jego ogólne zasady. Przyznam szczerze, że gdybym wcześniej trafił na „Classroom RPG” z wielką chęcią przetestowałbym go na moich studentach. Tym bardziej że moje zajęcia dotyczyły kultury popularnej oraz kultury masowej i bywało, że omawialiśmy także gry komputerowe.

Kibicuje temu projektowi, według udostępnionej na stronie mapy trzy gimnazja korzystają z „Classroom RPG”. Ciekaw jestem, jak reagują na te zasady uczniowie. Gimnazjaliści, wychowani w kulturze cyfrowej, elementy gier komputerowych traktują jako całkowicie naturalne. Nie bez przyczyny – otaczają się nimi od najmłodszych lat, świat wirtualny jest ich drugą, często nawet ważniejszą, rzeczywistością. „Classroom RPG” jest dowodem na to, że zmieniające się uwarunkowania kulturowe muszą również wpłynąć na dydaktykę.

Literat przegląda Internet #46

Ściany pomalowane! Coraz bliżej końca! Co prawda najwięcej czasu zajmują drobiazgi, ale ostateczne przykręcenie śrubki powoli pojawia się na horyzoncie. Za sprawą czynności remontowych mniej czytam, mniej gram, mniej piszę, Tak, tragedia, problem pierwszego świata, jednak chciałbym mieć tydzień, który spożytkuję na swoje rzeczy.

Niekontrowersyjne reformy partii Ryszarda Petru. Pamiętam, że miałem przyjemność porozmawiać ze studentami na jeden temat. Zapytałem, czy dzisiaj jedli jacht z pomidorem i co częściej kupują – bułki, a może nowe telewizory?

Przeróbki w „Wiadomościach” doczekały się komentarza w „Independent”.

Kolejny tekst o tym, że bardzo ważne jest czytanie regulaminu. Najwyraźniej niektórzy wciąż o tym zapominają i chętnie wpadają w sidła zastawiane przez nowoczesną technologię.

Skończył się 6. sezon „Gry o Tron”. Może, aby zabić czas w trakcie oczekiwania na kolejny, warto sięgnąć po jakiś komiks utrzymany w konwencji fantasy?

Żyjemy w czasach schyłku intelektualistów. Być może właśnie dlatego uniwersytety nie potrafią odnaleźć się w ponowoczesnym świecie?

Literat przegląda Internet #34

Góra zaległości powoli się zmniejsza. Praca nad otwarciem przewodu sprawiła, że wiele rzeczy musiałem odłożyć na później. Potem doszła słabość chwilowa i już nie widzę, gdzie kończy się moja lista zadań. Dlatego do długiego weekendu będę starał się jak najwięcej przeczytać i zrobić, ale odpuszczam sobie rzeczy naukowe!

Urzekł mnie tekst Łony. Mnie, co prawda, nikt nie zaczepia, podejrzewam, że zawdzięczam to swojej aparycji, ale rozumiem zdenerwowanie.

Trafiłem na dobry wywiad z Joanną Tokarską-Bakir o strukturze polskiego społeczeństwa. Po jego przeczytaniu zacząłem rozumieć, dlaczego nie potrafimy się dogadać.

„Krytyka Polityczna” ciągle mnie zaskakuje. Mam wrażenie, że powoli odzyskują poziom, ale ten tekst wywołał we mnie uczucia ambiwalentne. Mitologizacja historii to temat trudny i powinien być opisywany, ale mam wrażenie, że nie w ten sposób.

Przemiany klimatyczne i kapitalizm, czyli krótki felieton o tym, że gdy zniknie ludzkość, to nie będzie komu gromadzić kapitału.

Co zrobić z tymi wszystkimi doktorami? Czy powinni zasilić szeregi uniwersyteckiej administracji? Pomysł, sam w sobie, jest ciekawy, ale niemożliwy do zrealizowania w Polsce.

Internetowa pamięć

Tydzień z Internetem” to interesująca inicjatywa. Jej podstawowym celem jest walka z wykluczeniem cyfrowym, które wraz ze wzrostem naszego zanurzenia w Sieci, będzie coraz poważniejszym problemem. W tym roku tematem przewodnim były zakupy w Internecie. Dla wielu aktywnych użytkowników jest to codzienność, tym trudniej wyobrazić sobie, że wciąż są osoby, dla których to czarna magia. Przy okazji rozmawiano także o zagrożeniach związanych z zakupami w Sieci i to jest bardzo ważne. Mam nadzieję, że w końcu dotrze do nas, że Internet to nie cudowny wynalazek dający nam nieograniczone możliwości za darmo. Wszystko ma swoją cenę.

Nie mam na myśli handlu informacjami o użytkownikach Sieci, chociaż to bardzo poważny problem. Bardziej niepokoją mnie zmiany w postrzeganiu niektórych elementów codzienności. Pierwsza rzecz z brzegu: pamięć. Cyfrowy świat nauczył nas wygody. Mamy specjalne aplikacje, które o wszystkim nam przypominają, tworzymy listy zadań, ale robiliśmy to już w papierowych notatnikach, po prostu zmieniła się forma. Znacznie poważniejsze jest oparcie naszej wiedzy tylko i wyłącznie na Sieci i powolna rezygnacja z innych mediów. Proces ten jest bardzo złożony i postępuje od dawana. Kiedyś, w czasach kultury opartej na słowie, opieraliśmy swoją wiedzę na ciągle powtarzanych mitach. Wynalazek pisma pozwolił na tworzenie książek, a więc dłuższe przechowywanie informacji oraz większy do nich dostęp. Internet to kolejny krok, który zwalania nas z pamiętania. Czy faktycznie jesteśmy na stałe podpięci do rezerwuaru wiedzy, jakim wydaje się nam być Internet?

Za sprawą mobilnej transmisji danych oraz WiFi tak. Studenci mogą bez problemu sprawdzić daną informację lub znaleźć odpowiedź na zadane im pytanie. To wspaniałe, ale każdy nadużywany wynalazek prowadzi do zwyrodnienia obyczajów. W tym roku akademickim wyraźnie mnie to dostrzegłem. Pierwsze zajęcia z kultury popularnej i masowej opierają się na prezentacji i rozmontowaniu definicji, w końcu jakiś fundament do rozmowy należy stworzyć. Jednak zdarzyło się, że w jednej z prac zaliczeniowych zauważyłem odnośnik do Wikipedii. Wrogiem Internetowej encyklopedii nigdy nie byłem, ale chyba zostanę, ponieważ po pięciu zajęciach, na których tłukłem definicje kultury popularnej, dostałem wyjaśnienie tego terminu z Wikipedii. Po co to robię, skoro faktycznie można tam znaleźć tę definicję? Przyczyna jest banalna: chcę, aby studenci zrozumieli historyczny kontekst danego opisu, aby skonfrontowali się ze słabościami i mocnymi stronami konkretnego modelu. Za wszelką cenę staram się wyrugować bezrefleksyjne przywoływanie definicji i ta jedna praca pokazała mi, że muszę jeszcze mocnej akcentować ten problem.

Warto rozmawiać na temat Internetu, ale należy przywoływać także zagrożenia związane z wirtualizacją kolejnych elementów naszego życia. Kultura to system naczyń połączonych i zmiana jednego elementu wpływa na inne. Skoro przenieśliśmy pamięć do Sieci, to zmienia się model nauki oraz selekcji informacji. Mam wrażenie, że jest to kolejny problem całkowicie zignorowany przez polską edukację.

Smutne rozważania dydaktyka

Koniec semestru to czas sesji. Przynajmniej dla studentów. Dla dydaktyka najbliższe dni oznaczają wyczekiwanie na kolejne prace oraz nudne siedzenie na dyżurach. Pozostaje mieć nadzieję, że jednak ktoś się pojawi, przyjdzie, chociaż po wpis, co przyspieszy upływ czasu. Ostatnie dni spędziłem także na podsumowywaniu zimowego semestru. Miałem czas, bo na dyżur przyszło tylko kilka osób.

W tym semestrze prowadziłem kilka grup na studiach dziennych, zarówno na licencjackich, jak i dziennych. Pracowało mi się dobrze, chwilami nawet bardzo dobrze. Jedni budzili się wcześniej, drudzy później, a inni w ogóle – jak to na studiach. Nie mogę zaliczyć tego semestru do szczególnie nieudanego, ale dobry też nie był, ponieważ miewałem lepsze. Wszystko zależy od studentów. W każdym roku akademickim dostrzega inne, rozpraszające ich, elementy. Ostatnie miesiące pozwoliły mi zauważyć, co bardzo mnie zaniepokoiło i sprawiło, że moje rozważania nabrały smutnego wydźwięku.

Młodych ludzi męczy indywidualizm, ale ten w wersji hiper. Stają się ślepi na normy kulturowe, coraz trudniej im przywołać kontekst. Każdą próbę wyjścia w tym kierunku, kwitują słowami: Ale znajdzie się ktoś, kto zrobi inaczej, więc trudno jednoznacznie stwierdzić. Tak nie jest. Zawsze istniały jednostki, które przekraczały normy, te charakterystyczne granice w każdej kulturze. Ostatnie lata całkowicie rozmyły pojęcie zasad, więc studenci automatycznie stracili punkt odniesienia. Paradoksalnie, tych młodych ludzi, trzeba nauczyć poruszania się w obrębie pewnego zbioru reguł, należy im przypominać, że są jednostkami zatopionymi w określonym społeczeństwie oraz kulturze. Nie widzą tego, ponieważ wtłacza się im do głów różnego rodzaju frazesy takie jak „jeśli bardzo chcesz, to na pewno ci się uda”, „każdy jest kowalem własnego losu”, „najważniejsza jest autoprezentacja”. Co ciekawe stoi to w sprzeczności z wnioskami, które wyniosłem z zajęć z dydaktyki. Tam uczono nas, doktoratów, że powinniśmy w studentach rozwijać umiejętność pracy w grupie, że na to mamy stawiać. Jednak jest to zupełnie niemożliwe! Skoro są przekonani o własnej nadzwyczajnej wyjątkowości oraz wierzą w zbędność zasad, to jak podporządkują się regułom panującym w danej grupie?

Zrobiłem taki eksperyment na jednych zajęciach. Studenci musieli podzielić się na małe redakcji i prowadzić swoje blogi. Byli rozliczani z konsekwencji w publikacji oraz z wyboru tematów. W trakcie wpisywania zaliczeń sami przyznali, że najtrudniejszym elementem była dla nich praca w grupie – musieli się dotrzeć oraz szukać kompromisów, dyskutować ze sobą i słuchać się nawzajem. Próżno szukać tych elementów w polskich mediach, która korzystają z narracji walki, bezwzględnego konfliktu i posługują się kategoriami zwycięzców oraz przegranych. Trudno oczekiwać od studentów, że będą inni. Tym bardziej przerażające jest to, że nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo ich zachowania kontroluje kultura, w której żyją.

Największą klęską polskiej edukacji nie jest powołanie do życia gimnazjów lub podział studiów na dwa stopnie. Druzgocącą porażką, jest brak umiejętności nauczania o kontekście kulturowym, o zbiorowości, w której się żyje. Bez tego jesteśmy skazani na ludzi przerzucających się wyzwiskami i poruszających się wyłącznie po powierzchni problemu, czyli na to, co aktualnie widzimy w mediach.

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén