Tag: usługi subskrypcyjne

Młot abonamentowy

Obserwując ostatnie kroki, jakie podejmuje Microsoft w kwestiach związanych z Xboksem, coraz częściej mam wrażenie, że ta firma postanowiła mocno zaryzykować. Szczególnie ze względu na filtr z subskrypcjami. Sam często korzystaj z Xbox Game Pass for PC, jednak nie zawsze jestem zadowolony z tej usługi. Gry są świetne, do niektórych wciąż wracam, o wielu z nich pisałem. Moje wątpliwości budzą problemy związane z działem aplikacji obsługującej subskrypcję na PC. Zdarzają się problemy z aktualizacjami, niektóre gry musiałem pobrać ponownie, aby zaczęły działać. Być może, teraz gdy “Game Pass for PC” wyszedł z bety, to sytuacja się zmieni. Oby.

Microsoft ma wielkie plany. Najtańszy Xbox kosztuje 1349 złotych i jeszcze będzie dostępny w abonamencie. Tak, nic mi się nie pomyliło. Xbox ma być dostępny w abonamencie. Od 10 listopada będzie można już kupić tę konsolę, a wraz z nią pakiet usług subskrypcyjnych. Ciekawa perspektywa. Osoba posiadająca Xboksa będzie mogła także grać w wybrane tytuły na PC. Zakładając, że będzie logowała się za pomocą tego samego konta, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby przenieść postępy ze sprzętu na sprzęt. Czy to oznacza, że Xboks stanie się centrum rozrywki w domu? Nie sądzę. Myślę, że tutaj nie jest kluczowy sprzęt, ale powiązane z nim usługi. Konsola to tylko jedna z platform, na której można korzystać z Game Passa, a to właśnie ta subskrypcja jest tutaj najważniejsza.

Poszczególne elementy powoli trafiają na swoje miejsca i zaczyna się tworzyć interesujący obrazek. Na gamedevowym rynku coraz więcej miejsca zajmują różnego rodzaju subskrypcje, najczęściej są związane z poszczególnymi wydawcami. A Electronic Arts postanowiło zadziałać inaczej! Gry z EA Play będą dostępne w ramach Xbox Game Pass, zarówno dla konsol jak i dla PC. W ramach jednej opłaty, która ma wynosić 40 złotych miesięcznie. W ten sposób, po wykupieniu tego abonamentu, jako gracz ma dostęp do oferty studiów związanych z Microsoftem oraz grami wydanymi przez Electronic Arts. Od razu w mojej głowie rodzi się jedno podstawowe pytanie: po co mam teraz kupować gry na własność? Na przykład w dniu premiery, skoro i tak mam świadomość, że wylądują one w którejś z subskrypcji.

To nie jest drobiazg, ponieważ może wpłynąć na sytuację w gamedevie. Jak łatwo się domyślić, ludzie obecnie kupują gry głównie w trakcie przecen, a same cyfrowe światy są coraz droższe, więc nie ma w tym nic dziwnego, że miłośnicy giereczek czekają na jakąś promocję. Obecnie los wielu małych studiów indie jest trudny do pozazdroszczenia, a jeśli modele subskrypcyjne ugryzą kawałek rynku, to będzie on jeszcze cięższy. Obawiam się, że jedyną sensowną alternatywą będzie konsolidacja. Podpisanie umowy z wydawcą, który zapłaci za stworzenie gry, a następie będzie dzielił się z zyskami jej dystrybucji w subskrypcjach. Co pewnie wpłynie na przychody takich działających pod wspólną banderą studiów. Sądzę, że w najbliższych miesiącach pojawią się case study dotyczące subskrypcyjnego sektora giereczek. Czekam z niecierpliwością!

Stadium

Podejrzewam, że przeczytaliście już wystarczająco dużo artykułów na temat tego, że Google Stadia jest niewypałem. Recenzenci zwracają uwagę na różne niedociągnięcia. Konieczność kupowania gier, które miały być w abonamencie. Zbyt duże lagi. Problemy z wyświetlaniem grafiki, a nawet przegrzewający się urządzenie. Jak zapewne się domyślacie, pojawiły się już informacje, że zbyt duża temperatura je wyłącza. Chciałbym teraz usiąść i powiedzieć: A NIE MÓWIŁEM? Ewentualna klapa Stadi i tak przysłuży się popularyzacji abonamentów na gry komputerowe.

Tak uważam. Google chciało zrewolucjonizować rynek, kompletnie ignorując przy tym prędkość połączenia internetowego na świecie. Od początku było wiadomo, że aby korzystać z ich nowej usługi potrzebny będzie stabilny i pozbawiony limitów transfer. W końcu to streaming! Na dodatek dotyczy medium korzystającego z grafiki i dźwięków wysokiej jakości, a także wymaga obsługi komunikacji pomiędzy graczem i światem gry. W trakcie pokazów wszystko pięknie działało, ale warto pamiętać o tym, że takie demonstracje są skrupulatnie przygotowywane. Właśnie po to, aby uniknąć blamażu. Google może sobie pozwolić na eksperymentowanie, na przecieranie szlaków. Jeżeli zamknę tę usługę, to będzie tylko jeden z wielu produktów, które uśmiercili.

Myślę, że ta sytuacja to woda na młyn Microsoftu. Już teraz mają w ofercie świetną usługę subskrypcją Xbox Game Pass. W ofercie znajdują się tytuły, w które można grać zarówno na komputerze, jak i na konsoli, jeżeli się ją posiada. Pragnę także przypomnieć, że Microsoft również pracuje na swoją własną usługą streamingową – xCloud. Baty, które zbiera Google, pięknie pokazały niebezpieczeństwa związane z takim przedsięwzięciem. Podejrzewam, że Microsoft chętnie skorzysta z tych doświadczeń i bacznie obserwuje to, jak rozwija się sytuacja. Stadia pokazała zarówno słabe, jak i mocne strony tego projektu. Uważam, że premiera xCloud może mieć mniej problematyczny przebieg, niż było to w przypadku usługi Google’a. Microsoft ma też doświadczenie w pracy z grami, coś, co, tak przynajmniej sądzę, dla monopolisty wyszukiwarek było nowością.

Warto także pamiętać o tym, że klienci ze sobą rozmawiają. Wymieniają się spostrzeżeniami. Sam byłem wiele razy pytany o różne usługi subskrypcyjne. Wielokrotnie podkreślałem, że ich podstawowym plusem jest to, że w dalszym ciągu wymagają pobrania gry na dysk. W trakcie zabawy mniejsze znaczenie ma jakość połączenia z Internetem. Wbrew pozorom, to dla wielu osób może być plus. Na chwilę obecną, w głowach odbiorców mogą tworzyć się ciekawe skojarzenia. Streaming może być traktowany jako coś złego, niekoniecznie działającego i wymagającego dodatkowego kupowania gier, które miały być w abonamencie. Subskrypcja od wydawcy? Taki Origin Access lub Uplay+? Działa, można się bawić, co prawda tylko na komputerze, ale przynajmniej nie ma większych problemów z korzystania z oferty.

Czy Google Stadia upadanie? Być może, ale na trupie tej usługi pojawią się inne, a abonamenty tylko umocnią swoją pozycję.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén