Mieliśmy taki okres, w naszym życiu telewizyjnym, że nałogowo oglądaliśmy Wojny magazynowe. Sprawdziliśmy w zasadzie wszystkie sezony, które pojawiły się na Discovery oraz History.  Trzy serie mamy jeszcze nagrane i właśnie dlatego zacząłem zastanawiać się na fenomenem tego typu programów.

Jest to reality show – grupa kupujących bierze udział w licytacjach opuszczonych magazynów, a właściwie skrytek, których nikt już nie opłaca. Co znajdą w środku należy do nich. Końcowe ceny są różne i wahają się od kilkudziesięciu do kilku tysięcy dolarów. O popularności tego formatu świadczy ilość jego modyfikacji. Zauważyłem, że w ramówce pojawiają się jeszcze takie tytuły jak: Wojna o kontenerWojny przewoźników i Walka o bagaż. Wszystkie oparte są dokładnie na tych samych zasadach. Zmieniają się uczestnicy i rzeczy, o które walczą.

Można powiedzieć, że jest to durna forma rozrywki – oglądanie jak ktoś licytuje, a potem wycenia i sprzedaje. Moim zdaniem jest to znacznie ciekawsze od niejednego polskiego programu typu reality show, na przykład Kto poślubi mojego syna?. Rzeczy znajdowane w skrytkach bardzo często są interesujące. Kupujący trafiali na biżuterię, obrazy, figurki, komiksy, sprzęt sportowy – żadna sfera ludzkiego życia nie została pominięta. Były skarby, ale też spektakularne porażki. Jednak siłą tych programów zawsze są uczestnicy. Jeżeli ich się nie polubi (miałem tak w Bitwie o bagaż), to oglądanie każdego odcinka irytuje, a powinno przecież bawić. Niektórym po prostu brakuje dowcipu, charyzmy i dystansu do siebie.

Tego typu programy spełniają dwojaką funkcję – zapewniają rozrywkę oraz edukują. Pierwszy element oparty jest na rywalizacji oraz złośliwych komentarzach poszczególnych uczestników. Bywa, że starcia w trakcie licytacji nabierają wymiaru osobistego, co – oczywiście – napędza oglądalność. Drugi element realizowany jest przez specjalistów wyceniających poszczególne przedmioty. Można dowiedzieć się czegoś o historii komiksu albo o formach medycyny naturalnej. Wszystkiego po trochu, żeby widz nie zanudził się na śmierć. Problemem tych programów jest powtarzalność – jeżeli uczestnicy długo nie trafiają na coś ciekawego, odbiorca traci zainteresowanie. Na szczęście zdarza się to niezwykle rzadko. Prowadzi to do tworzenia różnych teorii spiskowych: może producenci podrzucają rzeczy do skrytek? Może dajemy się wszyscy oszukać?

Przyznam szczerze, że mało mnie to interesuje. To telewizja, a Wojny magazynowe są dla mnie bardzo dobrym przykładem edutaimentu. We współczesnej kulturze masowej wszystko musi nas bawić, nawet edukacja oraz informacje (w tym przypadku należy mówić o infotaiment, a za przykład może posłużyć Teleexpress), a Wojny magazynowe świetne realizują to założenie. Trochę rozrywki, trochę edukacji. Jeżeli ktoś nie widział, to polecam, ale ostrzegam – program ten potrafi uzależnić!