Tag: wolverine

Świat cieni

Śledztwo, tajemnicza kobieta i zło czające się w mroku. Trudno ukryć to, że detektyw w kryminale czarnym nie miał lekko. Zawsze „coś” na tę postać czyhało, bohaterowie odgrywający tę rolę wiecznie byli zagrożeni. Nie inaczej jest w przypadku Wolverine’a.

Jim Logan detektywem? Tak. Jedno z wydań serii Marvel Noir opiera się na schemacie kryminału czarnego. Głównym bohaterem jest Wolverine, z jedną, bardzo poważną, zmianą – autorzy pozbawili go nieludzkiej umiejętności regeneracji. Logan w Wolverine Noir jest „zwykłym” człowiekiem, krwawi, można go zabić. Odznacza się wyjątkowymi umiejętnościami walki nożem oraz mieczem i znacznie lepszą wytrzymałością. Został uczłowieczony, ale tylko częściowo. Autorzy komiksu pozwolili sobie na zachowanie zwierzęcej natury Logana. Staje się ona jeszcze bardziej wyraźna, ponieważ postać zostaje pozbawiona cech mutanta.

Detektyw Jim Logan ma problem z gniewem. Zdarza się, że wściekłość przejmuje nad nim kontrolę i wtedy staje się prawdziwą bestią. Krzywdzi innych, nie potrafi się powstrzymać i działa niczym szaleniec owładnięty morderczym szałem. W Wolverine Noir cecha ta jest bardzo ważna, ponieważ związana jest z bolesną tajemnicą, której ciężar musi dźwigać główny bohater. W ciekawy sposób zostaje ustawiony problem zwierzęcości Jima Logana. Już nie jako mutant, ale jako człowiek. Agresja jest dla niego sposobem na wyładowanie swoich emocji, ale szał pojawia się, gdy bohater osiąga granicę wytrzymałości. Okazuje się, że cienka linia dzieli człowieka i drzemiącą w nim bestię. W przypadku Logana jest to najmocniej widoczne. Jednak on stara się zrozumieć swoją naturę, pragnie ją okiełznać. W mrocznym świecie komiksu Wolvrine Noir jest promykiem nadziei – okazuje się, że są w nim pokłady dobra. Wyrusza na poszukiwanie swojego partnera, mimo że nie darzy go szacunkiem, ale z uwagi na specyficzne relacje pragnie go odnaleźć. Logan czuje się odpowiedzialny za kogoś. Zło, które jest jego udziałem, wynikało z afektu, ale ten bohater nie szuka wytłumaczenia, wybiera karę i to odróżnia go od innych postaci w komiksie.

Wolverine Noir / Marvel

Wolverine Noir / Marvel

Świat przedstawiony w Wolverine Noir jest mroczny i przesiąknięty złem. Pozbawiony został pozytywnych wartości, ścierają się w nim siły destrukcyjnie wpływające na pozostałych bohaterów. Pragnienie zniszczenia, upadek moralności oraz brutalne traktowanie innych – oto Nowy Jork w Wolverine Noir. Zło zostaje podkreślone przez wykorzystane bardzo sugestywnych ilustracji oraz grę światłocienia. Wszystko to sprawia, że lektura tego komiksu jest ciekawym doświadczeniem. Obserwowanie prób zrozumienia swojej natury, których dokonuje Logan bardzo kontrastuje z bezmyślnością zła, które dominuje w świecie przedstawionym. Wszyscy są owładnięci pragnieniem zniszczenia – siebie lub innego – Logan natomiast poszukuje sposobu na scalenie swojej osobowości. Świat w Wolverine Noir jest wyjątkowy – zbudowany został z cieni, ale trudno znaleźć w nim jakiekolwiek światło.

Superbohaterskie umieranie

Fani komiksów drżą – Wolverine zostanie uśmiercony! Informacja ta pojawiła się w wywiadzie opublikowanym pod koniec kwietnia bieżącego roku. Postać znana ze swoich wyjątkowych możliwości regeneracji, której czasem zdarzało się poszukiwać śmierci w końcu ją odnajdzie. Pojawi się pustka wymagająca zapełnienia. Zastawiam się jak twórcy sobie z tym poradzą i obawiam się, że mogą postawić na sprawdzone rozwiązanie – niesamowite wskrzeszenie.

Historia komiksu superbohaterskiego zna różne rodzaje śmierci. Umierali towarzysze, najbliżsi oraz sami bohaterowie. Flirt ze śmiercią zdarzył się Spidermanowi, Batmanowi oraz Supermenowi. Otarli się o „drugą stronę”, często w sposób bardzo brutalny, ale ich celem nigdy nie była ochrona samych siebie, ale otaczających ich ludzi. Aspekt ten widać szczególnie w przypadku Batmana, którego historia zaczyna się od śmierci rodziców. Bruce Wayne poświęca swoje życie Gotham i przynajmniej raz je oddał. Ale tylko na chwilę.

Superbohaterska śmierć?

Jak zabić superherosa? Odpowiedź znajdzie się bez najmniejszego problemu – każdy z nich ma swojego arcywroga i słabość, którą można wykorzystać. Najbardziej stereotypowym przykładem jest Superman i jego trudne relacje z pewnym pierwiastkiem, czyli kryptonitem – odbierał bohaterowi moce i sprawiał, że stawał się on podatny na śmierć. Taką słabość można znaleźć u wszystkich. Stanowi ona sygnał mówiący o tym, że wcale nie są tacy doskonali, że istnieje możliwość porażki. Tym chętniej czytelnik śledzi ich losy – w niektórych zeszytach wymykają się śmierci w ostatniej sekundzie i pozostają niepokonani. A jednak zdarzyło się im umrzeć, tylko że w ich przypadku nie była to ostateczność, ale raczej przerwa w działaniu.

Peeling Batman / Bart Heird (CC BY-NC-ND 2.0)

Peeling Batman / Bart Heird (CC BY-NC-ND 2.0)

Superbohater najczęściej jest wskrzeszany. Bruce Wayne, w jednym z komiksów, utracił pamięć i nie potrafił stać się Batmanem. Zwabiony w pułapkę jednak przeżywa wybuch i powoli wraca do stanu wyjściowego (Batman R.I.P; maj – listopad 2008; wydawca: DC Comics). To wskrzeszenie nie jest za bardzo denerwujące. Znacznie ciekawsza jest rezurekcja, która nastąpiła w Final Crisis (maj 2008; wydawca: DC Comics). Batman strzela do Darkseida (jeden z głównych przeciwników Supermana), pocisk się odbija i Mroczny Rycerz kończy żywot. Jego ciało odnajduje Superman i jest zrozpaczony. Człowiek ma ochotę poklepać biednego obrońcę ludzkości po ramieniu i powiedzieć: Luzik. Bruce wróci. Tak, wrócił. Okazuje się, że Darkseid zakończył „aktualny” żywot Batmana i przeniósł jego świadomość w przeszłość. Przedzierając się przez kolejne epoki Bruce Wayne w końcu wraca do swojej współczesności.

Podobnie szalona rzecz spotkała Kapitana Amerykę. Mam na myśli Marvel’s Civil War, gdzie zostaje on trafiony z pistoletu. Ale pocisk okazuje się być magiczny i – podobnie jest u Batmana – wysyła świadomość bohatera w podróż w przeszłość. Wszystko to nijak ma się do śmierci Supermana. Zmierzył się on z potężnym Doomsday. Nazwa zobowiązuje i ten superzłoczyńca rozgromił Ligę Sprawiedliwości, aż w końcu trafił na Supermana. Walka była krwawa i obaj zginęli. Clar Kent doczekał się nawet pogrzebu. Z pomocą przyszedł mu jego „nieziemski” rodowód – ciało Supermana „zrestartowało” Słońce. Dla mnie jest to najbardziej odlotowe wskrzeszenie w komiksach superbohaterskich.

Ta niechęć do umierania jest zastanawiająca. Superherosi padają w długich walkach, stają się cyborgami, pomagają im promienie słoneczne albo podróże w czasie. W żaden sposób nie potrafią rozstać się ze swoich „komiksowym” życiem. Zapewne jest to związane ze sprzedażą. Nie zabija się kur znoszących złote jajka. Zaplątane losu superbohatera można rozsupłać zabijając go, a potem wskrzeszając. Jest to idealny moment na restart całej serii i przypomnienie historii postaci. Na pewno świetnie sprzedaje się sam powrót, ta chwila powrotu do żywych, często trudna, ponieważ wymaga pogodzenia się z przeszłością. I uważam, że to tutaj leży podstawowy problem ze śmiercią w komiksie superbohaterskim.

Wieczne trwanie

Współcześnie komiks, jako gatunek, w niewielkim stopniu przypomina to, czym był na początku swojej drogi. Wytworzenie kolejnych podgatunków (komiksu autorskiego oraz powieści graficznej) spowodowało wiele zmian w konstrukcji świata przedstawionego, narracji i – co najważniejsze! – w samych bohaterach. Nagle pojawił się u nich aspekt psychologiczny. Nie wszyscy byli na niego podatni. Moim zdaniem najlepiej na dodaniu kolejnej warstwy wyszedł Batman. U pozostałych bywało rożnie, a film Człowiek ze stali udowadnia, że w przypadku Supermana taka przemiana może, delikatnie mówiąc, denerwować odbiorcę. Wynika to z pewnej właściwości komiksu superbohaterskiego.

Wolverine final orginal / Ben Templesmith (CC BY-NC-ND 2.0)

Wolverine final orginal / Ben Templesmith (CC BY-NC-ND 2.0)

Supermana, Batmana, Kapitana Amerykę i Irona Mana łączy jeden element – niezmienność. W trackie rozwoju fabuły, która podzielona zostaje na setki zeszytów, w ich charakterach rzadko pojawiają się jakiekolwiek oznaki rozwoju lub degradacji. Trwają, walczą i przywracają porządek. Ale właśnie to jest w nich takie pociągające. W obliczu zagrożenia całej ludzkości są niczym niezniszczalny mur. Pokonują nawet swoje słabości! I są w stanie oszukać śmierć. To też jest pewien wyznacznik stałości. Mam wrażenie, że umieranie w komiksie superbohaterskim związane jest z ciągłym nadbudowywaniem fabuły. Przeszłość superboahterów staje się do tego stopnia skomplikowana, że „coś” powinno się w nich zmienić, a oni jakoś pozostają tacy sami. Wtedy z pomocą może przyjść zgon, najlepiej, aby był on poprzedzony długą i wyczerpująca walką. Potem wskrzeszenie, integracja wszystkich złych i dobrych rzeczy i budowa nowego charakteru.

Ostateczną śmiercią superbohatera jest zawieszenie wydawania komiksów. Coś takiego dotknęło Kapitana Amerykę w latach 60. Stał się niepotrzebny i musiał naczekać się na swój powrót. Nie zmienia to faktu, że na jakiś czas umarł, ponieważ nie pojawiały się zeszyty z jego nowymi przygodami. Każda inna wersja śmieci jest chwila. Być może przypadek Wolverine’a to zmieni.

//Teksty, z których korzystałem w trakcie pisania artykułu:

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén