Tag: wybory

Literat przegląda Internet #37

Mam dość intensywny tydzień. Sporo zadań, w poniedziałek miała miejsce premiera świetnej gry, dostałem sporo interesujących książek, a doba w żaden sposób nie chce się wydłużyć. Biegam, nadrabiam, planuję, zmieniam plany, buduję listy i czytam. Na to ostatnie – na szczęście! – dalej mam czas!

Zauważyłem, że wśród osób, które obserwuję na Twitterze, prawdziwą burzę wywołała wiadomość o wyborze muzułmanina na mera Londonu. Zachęcam do przeczytania tego krótkiego i przedwyborczego wywiadu.

O PayPalu jest ostatnio głośno. Najpierw za sprawą zmiany sposobu doładowywania konta, a teraz oberwało się zbiórkom społecznościowym. Ktoś zauważył, że to loteria i teraz zwrot pieniędzy nie będzie już taki łatwy.

„Wywiad” z ministrem Wojciechem Kaczmarczykiem to jeden z najbardziej kuriozalnych tekstów, jakie miałem okazję przeczytać. Doskonały przykład tego, jak polska władza prowadzi dialog z ludźmi!

Dlatego warto przeczytać komentarz Kiciputka do „wypowiedzi” ministra.

Na koniec przeglądu coś lekkiego, czyli prasa hydrauliczna zgniatająca misie Haribo.

Svein Halvor Halvorsen / 366 • 25 • Coffee and news (CC BY NC ND 2.0)

Literat przegląda Internet #10

Premiera dodatku do Guild Wars 2 znacznie spowolniła moje prace. Wszystkie. Mam sporo zaległości w czytaniu Internetu, co za chwilę zamierzam zmienić. Aktywnie działam nad powrotem do wcześniejszej formy, mam nadzieję, że tym razem nie wydarzy się nic rozpraszającego.

Dzisiejszy dzień zacząłem od tekstu na temat pewnego niebezpieczeństwa. Klasa średnia się kruczy, co mam dotkliwe przełożenie na gospodarkę. Problem już dostrzeżono, zastanawiam się kto, pierwszy zaproponuje jakieś sensowe rozwiązanie.

Stosunkowo niedawno było Helloween. Fani horrorów powinni zapoznać się z podcastem „The Black Tapes”. Rzecz bardzo ciekawa, nie tylko ze względu na tematykę, ale także z uwagi na realizację.

Wybory też mieliśmy niedawno. Trudno o nich zapomnieć, ponieważ media w dalszym ciągu żyją niektórymi tematami i mam wrażenie, że często naginają rzeczywistość do własnych potrzeb. Myślę, że warto przeczytać, jak chcą wpływać na kulturę poszczególne ugrupowania polityczne. Jakoś ten temat jest ciągle pomijany.

Coś użytecznego, szczególnie dla osób aktywnie piszących w Sieci. Jest kilka dobrych wyszukiwarek darmowych obrazków i zdjęć. Warto się z nimi zapoznać i z nich korzystać.

Lubicie polską muzykę? Jeżeli nie, to posłuchajcie Organka. Nagle okazuje się, że nasza twórczość dźwiękowa to nie tylko soundtrack z Wiedźmina i popwydmuszki jednego sezonu.

//Obrazek wyróżniający: Svein Halvor Halvorsen / 366 • 25 • Coffee and news (CC  BY NC ND 2.0)

Artist Studio: Ruza Bagaric / DUMBO Arts Center: Art Under the B (CC BY-SA 2.0)

Artysta to wróg!

Artysta w Polsce. Jak się czuje ktoś taki? Pewnie teraz ogląda spoty wyborcze i zastanawia się jakim cudem dzieje się tak, a nie inaczej. Na pewno twórcy nie są żadną sensowną grupą, do której można skierować jakieś obietnicy. Stereotypowo to niebieskie ptaki, mało obchodzi ich świat realny, żyją w swoich pracowaniach i wyobraźni. Szkoda, że nikt nie zapyta o to, co jedzą.

Bycie artystą to praca. Dokładnie taka sama jak każda inna. Trzeba coś stworzyć, sprzedać i mieć pieniądze na rachunki oraz jedzenie. Można żyć na pożyczkach, historia zna wiele takich przykładów. Stereotyp biednego dłużnika egzystującego na granicy życia nawet mnie nie denerwuje. Ma w sobie coś romantycznego, a my Polacy lubimy takie wyobrażenia. Znacznie bardziej drażni mnie dzielenie sztuki na „dobrą” oraz „złą”. Nie mam na myśli wartości artystycznych, ale ideologiczne. Gdy politycy zaczynają się wtrącać do działalności twórców, to nie wróży nic dobrego. Trudno dziwić się ludziom, że czują się zagubienie. Mało kto dzisiaj rozumie artystów, są tacy, którzy mówią, że są niepotrzebni. To nic nowego, w końcu już Platon wypędzał Poetów z Miasta.

Witkacy też miał coś do powiedzenia na temat sytuacji artysty w dwudziestoleciu między wojennym:

“Sądzę, że położenie artystów u nas jest, z małemi wyjątkami, fatalne. Zasadniczy ton naszego społeczeństwa w stosunku do ludzi, tworzących coś nowego w sztuce, jest wrogi. Jeśli nie traktuje się ich jako wrogów (urojonych) wszelkich pozytywnych wartości społecznych i narodowych i fałszywie (jako naturalizm) pojętej sztuki, to w najlepszym razie uważa się ich za nieszkodliwych błaznów, nad którymi można się przynajmniej pośmiać. [Rozmowa z St. I. Witkiewiczem, „Wiadomości Literackie” nr 15/1924, Warszawa 1924].”

Chciałbym powiedzieć, że od tamtych czasów wiele się zmieniło, ale tak nie jest. Artysta, z perspektywy polityka, to zagrożenie, ponieważ gotów jest demontować jedyne słuszne wartości głoszone przez daną partię. Kto decyduje o słuszności sztuki? Chciałoby się rzecz, że odbiorcy, bo to dla nich wszystko się dzieje, ale tak nie jest. W dwudziestoleciu międzywojennym ciskano gromy w krytyków, dzisiaj jest to niemożliwe. Zastąpili ich recenzenci, najczęściej nieopłacani i niemający pojęcia o dziedzinie, którą się zajmują. W tej próżni musi pojawić się jakaś instytucja (w rozumieniu kulturowym, a nie państwowoprawnym) zajmująca się właśnie kwestiami wartości artystycznych.

Zastanawiam się, jak długo będziemy jeszcze trwali w takim zawieszeniu. Recenzenci nie mają żadnych programów, są nawet tacy, którzy sądzą, że tworzą obiektywne teksty, co świadczy o niczym innym, jak o ich ignorancji. Myślę, że sztuka jest sama sobie winna. Przyszedł postmodernizm, a z nim konceptualizm. Twórcy zaskakująco łatwo przyjęli możliwość bycie nierozumianym, zamknęli się w elitarnym gronie specjalistów oraz koneserów. Nie tłumaczą swoich dzieł, uważają, że nie mają obowiązku i oddają pole odbiorcom. Problem polega na tym, że ci ostatni nie mają ochoty na przedzieranie się zagmatwane sensy, które na dodatek nie zawsze są ze sobą powiązane. Dlatego wybierają rozrywkę popularną, czasem nawet masową – ona daje im radość i czują, że została stworzona dla nich.

Nie jestem naiwny, nie wierzę w powrót krytyków, przynajmniej jeżeli chodzi o Polskę. Edukację już zabiliśmy, a bez tego trudno wykształcić świadomego obserwatora sztuki. Żałuję, że artyści nie widzą, jak bardzo ich ta sytuacja osłabiła. Historia wielokrotnie pokazała, że siedzenia na szczycie wieży z kości słoniowej zaburza perspektywę.

//Obrazek wyróżniający: 

marta ... maduixaaaa / la libertad tiene un precio (CC BY-NC-ND 2.0))

Bycie w kropce

Po pierwszej turze wyborów nie obudziłem się w nowej Polsce. W dalszym ciągu naszym narodem targają sprzeczne emocje. Jeżeli ktoś zagłosował na innego kandydata, niż x (tu wstawić dowolnego z listy), to jest ciemniakiem, niebezpiecznym elementem, osobą, która przyczynia się do upadku Polski. Dlatego nie dziwił mnie styl kampanii.

Skoro potencjalni wybory się oczerniają, to co stoi na przeszkodzie, aby element ten wykorzystywać w spotach? W Polsce jest społeczne przyzwolenie na straszenie obywateli daną partią polityczną, obrażanie się na kandydatów i opuszczenie debaty i – co jest najgorsze! – na zmienność poglądów podyktowaną porażką. Jest dopiero wtorek, a ja już wszystko to widziałem w Internecie. Raz PiS straszy PO, innym razem PO straszy PiSem. Dziwi mnie to, że część obywateli daje się kontrolować w taki sposób. Ktoś może powiedzieć, że to tylko element walki politycznej i będzie miał rację. Ale ta retoryka staje się coraz mocniejsza, zaczyna ona przysłaniać programy wyborcze. Sytuacja jest absurdalna, ponieważ obywatele są w stanie zagłosować na danego kandydata, nie mając pojęcia jak wygląda jego program wyborczy, tylko dlatego, że pod rządami tego drugiego będzie straszniej, głupiej i ciemniej. Pięknie.

Obaj kandydaci, którzy zmierzą się w drugiej turze chwalą się, że liczy się dla nich dialog. I tu, chociaż szczególnym sympatykiem nie jestem, muszę przyznać, że Andrzej Duda wywiązuje się z obietnicy. Wziął udział w debacie? Wziął. Poziomem nie odbiegała ona widowisk kabaretowych, które pojawiają się w ramówce „Dwójki”, ale to urzędującego prezydenta zabrakło i w ten sposób przegrał. Bronisław Komorowski poniósł także porażkę w Internecie. Nie wiem kto prowadzi jego konto na Twitterze, ale niech przestanie. Te krótkie wypowiedzi przynoszą więcej szkody, niż pożytku. Ten element kampanii, aż prosi się o solidne case study, zrobione przez osobę doświadczoną w budowaniu relacji zapośredniczonych przez media społecznościowe.

Ostatnim elementem przygotowań do drugiej tury jest agitacja. Równie wstrętna, jak straszenie obywateli. Nagle wszyscy będą wprowadzać JOW-y, jakby to była jedna metoda, aby zdobyć głosy wyborców Pawła Kukiza. Ale w tych dwudziestu procentach było bardzo dużo wyborców, którzy w ten sposób pragnęli pokazać niechęć do polskiej sceny politycznej! W Polsce jest grupa świadomych obywateli, która pragnie reform, a nie zwykłych obietnic. Te osoby mają dość chamstwa polskiej sceny politycznej, jej arogancji i ignorancji oraz traktowania mieszkańców Polski jak niewolników, których zadaniem jest pracować, płodzić dzieci, płacić podatki i umrzeć. Chcą czegoś więcej.

Dlatego mam poważny problem – nie wiem na kogo głosować. Żaden z kandydatów mnie nie przekonuje. Wątpię, aby ta sytuacja mogła się zmienić po debacie. Chętnie ją obejrzę i mam nadzieję, że będzie mniej kabaretowo, niż poprzednim razem. A dobrze wiem, że rzut kośćmi nigdy nie zniesie przypadku.

Anne-Lise Heinrichs / indecision dice (CC BY 2.0)

Anne-Lise Heinrichs / indecision dice (CC BY 2.0)

Education / Richard Lee (CC BY-NC-ND)

Przedwyborcze zmęczenie materiału

Trwa polski jarmark przedwyborczy. Swojej kreatywności dają upust kandydaci na prezydenta. Jedni mają tylko wizję, inni będą wszystko reformować, a są jeszcze tacy, co pragną, aby młodzi podejmowali większe ryzyku. A czy urodzenie się w naszym wspaniałym kraju nie jest już wystarczająco dużym ryzykiem?

Żaden z kandydatów nie prezentuje sensownej wizji Polski – przynajmniej dla mnie. W ich słowach za dużo jest czarującego pijaru, a zdecydowanie za mało konkretów. Mierzi mnie atomizowanie poszczególnych systemów państwa – o wszystkim (opiece zdrowotnej, podatki, wojsku itd.) mówi się „oddzielnie”, bez pokazywania jak reforma jednego elementu wpłynie na drugi. Dlatego nie dziwię się, że sztaby wyborcze stawiają na kontrowersje lub całkowitą przeźroczystość. Innej możliwości nie ma, skoro kandydaci wolą rozdawać (przed)wyborczą kiełbasę, niż prowadzić sensowe dyskusje. Najbardziej drażni mnie stosunek do edukacji.

Jakoś nikt nie chce ruszyć tego tematu, a problem jest poważny. Polska nie ma absolutnie żadnego pomysłu na swój system edukacji. Bezmyślność pojawia się  na każdym etapie, od szkoły podstawowej po szkolnictwo wyższe. Nauka została całkowicie poszatkowana na jakieś dziwne moduły, które – zapewne w założeniu – miały poszerzać wiedzę, ale tylko powtarzają informacje. Na koniec sprawdzian, najlepiej test, żeby uczniowi łatwo się rozwiązywało, nauczycielowi przyjemnie oceniało, bo przecież jest klucz, a z taką tabelką uświęconą przez Państwo nie można dyskutować. Czy nikt – absolutnie nikt! – nie widzi, że w ten sposób wychowujemy małpy potrafiące wkładać klocki w odpowiednie otwory, a nie świadomych OBYWATELI? Dlaczego polski system edukacji uznał, że jego misja polega na nauce rozwiązywania testów? Krytyczne myślenie umiera, ja miałem to szczęście, że na Uniwersytecie poznałem ludzi, którzy z tego zmłapienia mnie wyciągnęli. Momentami bolało, ale warto było trochę pocierpieć.

Kandydaci o tym nie mówią. Mam wrażenie, że reform edukacji nie domaga się nawet społeczeństwo. Być może wynika to z tego, że z podatkami i lekarzami spotykamy się przez całe życie, a ze szkoła tylko przez pewien czas. Przerażające, prawda? Świadome i krytycznie myślące jednostki doskonale wiedzę, że tak nie jest. Edukacja wpływa na nas bardziej, niż nam się to wydaje. Tylko trzeba to dostrzec.

Education / Richard Lee (CC BY-NC-ND)

Education / Richard Lee (CC BY-NC-ND)

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén