Po raz kolejny zderzyłem się ze światem gier mobilnych. Starcia te nie są specjalnie długie, produkcje tego gatunku zajmują trochę miejsca w pamięci telefonu i znacznie mniej mojego czasu. Nie potrafię się przekonać, jednak, ze względu na swoją pracę, chcę być na bieżąco z trendami w game designu. Dlatego pobrałem My Hospital. Popularna gra mobilna, co jest nie lada wyczynem, na dodatek polskiej produkcji. Nic tylko instalować, bawić się, testować i wyciągać wnioski.

My Hospital miało swoją premierę 19 stycznia 2017 roku. A w ciągu 10 tygodni gra zarobiła 2,5 miliona złotych. Ta informacja gruchnęła w czerwcu i od razu przykuła moją uwagę. O studiu, które jest odpowiedzialne za tę produkcję, trochę słyszałem. Cherrypick Games kojarzyłem ze specyficzną i ciekawą grą Auctioneer. Mechanika jest prosta, ale wciągająca – zadaniem gracza jest wybranie najwyższej oferty. Trochę pograłem, bawiłem się nieźle, jednak była to gra mobilna, więc nie zagościła na dłużej w moim życiu, co nie oznacza, że była zła. Po prostu produkcje skierowane do użytkowników tabletów i smartfonów nie trafiają w moje gusta. Łatwo je porzucam, rzadko wracam. Z My Hospital było dokładnie tak samo, jednak kilkanaście godzin spędzonych na prowadzeniu szpitala pozwoliło mi zrozumieć, dlaczego gra odniosła tak duży sukces.

Najważniejsze jest to, że Cherrypick Games odtworzyło w My Hospital atmosferę starych tycoonów. Jeżeli ktoś pamięta kultową grę Theme Hospital, to szybko poczuje się jak w domu. Zadaniem gracza jest stopniowa rozbudowa szpitala, wraz z kolejnymi poziomami pojawiają się nowe choroby oraz nowi specjaliści. Twórcy doskonale zadbali o to, aby w grze było co robić. My Hospital opiera się na modelu free2play, a co za tym idzie, szybko pojawiają się mikropłatności. Tutaj kupuje się czas – można przyspieszyć produkcję lekarstw, szybciej wybudować gabinet. Dopiero dla drugim miejscu są ozdoby, którymi można upiększyć szpital. Samo My Hospital polega na zarządzaniu czasem: trzeba zbierać eliksiry, wyprodukowane lekarstwa, dbać o to, aby w gabinetach pojawiali się pacjenci oraz uprawiać zioła. Na wszystko trzeba kliknąć, czasem gracz musi poczekać, ale – jeżeli ktoś się wciągnie – należy tak rozplanować zajęcia, aby zarządzanie było optymalne. Właśnie w ten sposób, poprzez nawarstwianie się aktywności, My Hospital przyciąga użytkowników. Nie zebrałeś eliksirów? To nie wyprodukujesz lekarstw, a więc nie wyleczysz pacjentów, co przełoży się na brak monet, w wyniku czego nie rozbudujesz szpitala. Muszę przyznać, że osoby odpowiedzialne za game design doskonale przemyślały zależności występujące w My Hospital. Podejrzewam, że przekłada się to na zaangażowanie użytkowników, którzy lubią tego typu produkcje. Jednocześnie zauważyłem, że średni czas mojej sesji był całkiem przyzwoity (około 10 – 15 minut), logowałem się często, nawet kilkanaście razy w ciągu dnia.

Drugim, ważnym elementem budującym sukces My Hospital, jest mądrze poprowadzona monetyzacja. Żadnego narzucania się, wyłącznie delikatne propozycje. Twórcy nagradzają walutą premium za oglądanie reklam. W ten sposób zachęca się do zakupu, ponieważ nie od dzisiaj wiadomo, że użytkownicy chętniej dokupują walutę, gdy brakuje im niewiele, niż uzupełniają konto, na którym widnieje zero. Jak wcześniej wspomniałem, w My Hospital kupuje się czas. W trakcie rozgrywki zawsze miałem świadomość, że absolutnie każdy przedmiot jest w stanie zdobyć, jeżeli będę odpowiednio długo grał. To mnie motywowało, zachęcało do odwiedzania szpitala i osiągania kolejnych celów. Jeżeli chciałbym coś sobie przyspieszyć, to wystarczy zapłacić i mieć dany przedmiot bez niepotrzebnego czekania.

Nie graliście w My Hospital? Spróbujcie. Z ciekawości, z chęci przekonania się, że dobra gra mobilna potrzebuje wiele, skrupulatnie zaprojektowanych elementów.