Przeglądam sobie ten cały Internet, czytam różne wpisy na blogach i czasem, ale tylko czasem, wpadam na strony prowadzone przez młodych pisarzy. Niektóre porady są sensowne, inne wynikają z młodzieńczej naiwności, która kiedyś również mnie dotyczyła. Zestarzałem się, zająłem się pisaniem w sposób poważny i zrozumiałem, że to trudna praca, wymagająca dużo skupienia i samozaparcia. Już raz poruszyłem problem stereotypowego traktowania wolnego zawodu, a tym razem chciałbym się skupić na innym przesądzie. Mam na myśli szeroko rozumiany brak weny.

Czasem mam wrażanie, że to zwykła wymówka, tłumaczenie się przed samym sobą ze zwykłej niechęci do pracy. Wynika ona z wyraźnego niezrozumienia, że jeżeli ktoś chce się zajmować tworzeniem w sposób zawodowy, to musi zacząć swoją aktywność zacząć traktować inaczej. Nie może to być hobby, zabawa w składanie akapitów, ale najzwyklejsza praca, którą wykonuje się przez kilka godzin dziennie. Tak to wygląda, im szybciej pozbędziecie się złudzenia, że pisanie w domu to sama przyjemność i każdy temat można zamknąć w 4 godziny, a potem siedzieć sobie przy serialach lub grach komputerowych, tym mniej zaboli was zderzenie z szarą codziennością. Nikogo nie interesuje to, że macie blokadę pisarską albo nagle zabrakło Wam weny. Liczy się tylko jedno: zdążyć przed deadlinem.

Zamówiony tekst, na przykład artykuł do monografii naukowej, musi zostać oddany w wyraźnie określonym terminie. Dlatego należy odpowiednio zaplanować sobie pracę, która polega także na zbieraniu materiałów oraz ich opracowywaniu. Trzeba jeszcze pamiętać o przemyśleniu tematu, jego odpowiednim poprowadzeniu. Dopiero po wykonaniu tych wszystkich czynności można usiąść do pisania. Gdzie tutaj jest miejsce na brak weny? Nie ma! Jest tylko i wyłącznie praca! Od czasu do czasu można sobie zrobić przerwę, aby złapać oddech lub zmienić perspektywę, ale trzeba uważać! Z odpoczywaniem łatwo przesadzić, najważniejsza jest równowaga, a nie jakaś wena, tłumaczenie się blokadą pisarską. Gwarantuję wszystkim młodym twórcom, że żadnego redaktora to nie interesuje. Dostaniecie zadanie do wykonania, temat do opracowania, termin, który czerwonym długopisem zaznaczycie sobie w kalendarzu i będziecie musieli się wyrobić. To wszystko. Żadne płacze, na żadne tłumaczenie się brakiem weny, niedoborem natchnienia nie ma miejsca.

Na każdego, kto pragnie uczynić pisanie swoją praca, czeka długa i wyboista droga. A zacząć ją trzeba od jasnego ustalenia godzin, w których się pracuje i wyznaczenie sobie czasu na odpoczynek. W przeciwnym razie pojawia się obawa, że człowiek utknie w formie niespełnionego twórcy, któremu przeszkadza nie własne lenistwo, ale ciągły brak weny oraz świat wciąż rzucający kłody po nogi. Niestety, aby wyrobić sobie pióro (dzisiaj bardziej adekwatne jest stwierdzenie, że człowiek wyrabia sobie palce) potrzeba olbrzymie ilości samozaparcia i ćwiczeń. Teksty na początku będą kulawe, ale tak właśnie się zaczyna. Dopiero później, po dostatecznie długim treningu, zacznie kształtować się styl oraz łatwość w konstruowaniu akapitów.

Trzeba pisać. Po prostu. A tłumaczenie się brakiem weny jest zwykła niedojrzałością.