Co robić, gdy już przestanie się pisać i czytać? Może lepiej w coś pograć? Nie, ile można się naświetlać przed monitorem, lepiej rozsiąść się na kanapie i oddać się telewizorowi. Problem polega na tym, że nic nie ma, a wpadać w zapping nie mam ochoty. Pozostaje mi burżujstwo, czyli HBO Go. Ale, co należy stwierdzić, w umowie brakuje zapisu o dostarczaniu interesującej zawartości, dlatego ta telewizja na żądanie potrafi rozczarować.

Właśnie tak ze sobą walczę w piątki. Nie wiem na, co mam ochotę, czuję się wyczerpany całotygodniowym klepaniem w klawisze, opracowywaniem kolejnych numerów „Wiadomości Literackich”, recenzowaniem książek i przygotowywaniem zajęć dla moich studentów. Wtedy zdaję się na moją Żonę, która ma talent do wyszukiwania różnych interesujących filmów. Tym razem zaproponowała Houdiniego – miniserial opowiadający o losach tego słynnego (o ile nie najsłynniejszego lub legendarnego) iluzjonisty. Nie żałuję spędzonego czasu przy tej produkcji. Zrobiona jest w sposób ciekawy, twórcom udało się osiągnąć równowagę pomiędzy faktami biograficznymi, a legendą Huodiniego. Mnie ujęło coś innego.

Najbardziej spodobała mi się warstwa psychologiczna. Współcześnie rzadko konfrontujemy wielkiego człowieka, postać uznaną przez wszystkich za wybitną, z jego słabościami. Mam wrażenie, że odurzeni rozwojem osobistym i koaczowaniem staramy się ich nie widzieć. Wyrazów kreatywności szukamy tam, gdzie nie trzeba. Co było talentem Houdiniego? Umiejętność odwracania uwagi, spryt, sprawność ciała i umysłu – te wszystkie elementy uczyniły z niego wybitnego iluzjonistę. Serial doskonale portretuje człowieka, dla którego praca nad swoimi umiejętnościami była znacznie ważniejsza od mów motywacyjnych oraz wizualizowania sobie sukcesu. Jednocześnie twórcy pamiętali o zbudowaniu fundamentów motywacji i umiejętności Houdiniego. Dlatego tak ważna była dla nich psychika postaci, ukazanie relacji bohatera z otoczeniem, tego jak stara się dopasować samego siebie do legendy. Serial oparty jest na książce Houdini: A mind in chains. Psychological Portrait Bernarda C. Meyera. Po obejrzeniu serialu uważam, że może to być interesująca lektura.

Ciekawy jest sposób, w który prezentujemy ważne dla kultury postacie. Zawsze idziemy w kierunku legendy i mam wrażenie, że próby jej rozmontowania nie odnoszą skutku. Umacniamy się w myśleniu o wielkich, jako o ludziach walczących o swoje, docierających do sukcesu w samotności. Współczesna wielkość nie lubi się dzielić. Houdini jest inny. Ten serial wyraźnie pokazuje korzenie głównego bohatera oraz jego rodzinę. Postać zawsze musi opowiedzieć się względem kogoś. Wielkość w tym serialu pokazana zostaje jako umiejętność zrozumienia własnych ograniczeń, a następnie ich przekroczenie. Budowanie samoświadomość pokazane zostaje jako skomplikowana praca wymagająca sporo skupienia. Houdni jest niemodny – za mało w nim rozmów o motywacji, a za dużo bolesnych starć ze światem.

Właśnie dlatego warto obejrzeć ten serial. Można dać się porwać intrydze, solidnej narracji i jednocześnie czuć, że twórcy doceniają uwagę i inteligencję widza. Rzadkość godna docenienia.

//Obrazek wyróżniający: Vinoth Chandar / illusion (CC BY 2.0)