Wychowane przez wilki przypomniało mi, że fantastyka naukowa nie jest jednorodnym gatunkiem. Istnieje pewne stereotypowe przekonanie o science fiction. Podejrzewam, że zbudowane na podstawie Star Treka oraz Obcych. Piszę to ze swojej perspektywy, sądzę, że dzisiaj znalazłyby się osoby, które dorzuciłyby kino superbohaterskie. Ze Strażnikami Galaktyki na czele, z serią Avengers zaraz za nimi. Jest w tym trochę prawdy. Filmy o superherosach garściami czerpią z fantastyki naukowej. Podobnie jak Wychowane przez wilki. Tylko dlaczego pojawiają się głosy, że z tego serialu jest takie science fiction jak z Venoma dramat medyczny?

Problem z Wychowane przez wilki polega na tym, że zaczyna się jak rasowa produkcja fantastyczno-naukowa, a kończy jak klasyczny mit genezyjski. Co może wydać się szalone, ale to nie pierwszy taki przypadek. Podobnie było z Interstellar, tylko że Christopher Nolan z godnym podziwu uporem trzymał się gatunku. Podejrzewam, że po to zatrudnił Kipa Thorne’a, żeby później rozmyć koncepcje naukowe będące podwalinami dla filmu. Wychowane przez wilki idzie w innym kierunku. Proponuje postapokaliptynczą wizję ludzkości.

Zmuszonej do ucieczki na inną planetę. Z tym że nowych mieszkańców mają wychowywać androidy zaprogramowane przez ateistów. Solidny fundament do snucia dalszej opowieści. Na przykład o konflikcie religijnym, który zniszczył Ziemię.

Ten wątek pojawia się w serialu. Nawet przez pewien czas gra pierwsze skrzypce, szczególnie gdy pokazywana jest struktura społeczna czczącej Słońce frakcji. O ateistach wiadomo niewiele, bo pewnie będą stanowili oś fabularną w drugim sezonie. Natomiast na chwilę obecną Wychowane przez wilki startuje jako fantastyka naukowa opowiadające o kryzysie i konieczności odbudowy ludzkości, a później zaczynają się różne wiraże, beczki, z których serial czasem wychodzi zwycięsko. Przyznaję, że rozbudowanie wątków psychologicznych, nie mam na myśli androidów, bo tutaj rozwój spraw jest łatwy do przewidzenia, wyszło opowieści na dobre.

Natomiast dużym problemem są wątki dotyczące poprzednich mieszkańców planety, na której wylądowali uciekinierzy z rozwalonej Ziemi. Nawet androidy, tak mocno skupione na racjonalnym poznawaniu świata, nie zadały sobie wystarczająco dużo trudu, aby zainteresować się historią nowego świata. Nie gra mi to.

Końcówka, mimo tego, że jest ciekawa, sprawia, że serial skręca w kierunku lekko magicznym. Nie sądzę, aby w kolejnym sezonie pojawiły się jakieś naukowe wytłumaczenia dla węży oraz głosów nawiedzających poszczególne postaci. Sądzę, że Wychowane przez wilki mocniej uderzy w mistycyzm. W różnego rodzaju tajemnice wymykające się racjonalnemu postrzeganiu.

Co wcale nie oznacza, że będzie to zły sezon. Po prostu dołączy do tekstów fantastyczno-naukowych, które traktują przyszłość jako formę dekoracji lub fundamentu do budowania narracji o niewyjaśnionej przeszłości obcej planety. A może nawet o upadku jej poprzednich mieszkańców?