O Fundacji Panoptykon często wspominam w odcinkach Wwwłaśnie Podcastu. Szczególnie tych, które dotyczą zagadnień związanych z przetwarzaniem naszych danych przez różne korporacje. Co nie jest niczym dziwnym, ponieważ jesteśmy na bieżąco profilowani przez Facebooka oraz Google’a. W jakim celu? Sprzedaży reklam, jednak warto pamiętać o tym, że te informacje mogą zostać wykorzystywane także w ramach agitacji wyborczej. Ten temat jest obecnie bardzo popularny i sądzę, że warto spojrzeć na to, jak poszczególne komitety wykorzystują media społecznościowe.

Jeśli interesuje Was ten problem, to koniecznie musicie, zacząć od przeczytania raportu Kto (naprawdę) Cię namierzył?, który opisuje kwestie użycia Facebooka w trakcie polskich wyborów parlamentarnych w 2019 roku. Tam dowiecie się, jak działają reklamy na portalu Marka Zuckerberga. Zaznaczam, że w podobny sposób z zebranych tam informacji korzystają agencje marketingowe zajmujące się sprzedażą produktów lub kampaniami nakierowanymi na zwiększenie rozpoznawalności danej marki. Jeśli na agitację wyborczą spojrzy się pod tym kątem, to wyraźnie widać wiele podobnych mechanizmów, często oddziaływających na emocje odbiorcy. Tylko że w tym przypadku sprzedawanym produktem jest kandydat. A jak radzą sobie nasze polskie komitety na facebookowym podwórku?

Według raportu mają jeszcze sporo do odkrycia. Zastanawiające jest to, że faktury za kampanie, które spływają do Państwowej Komisji Wyborczej, w przeważającej części są w formie papierowej. Co oznacza, że osoby opracowujące dane do dokumentu Kto (naprawdę) Cię namierzył musiały je kartkować! Tysiące kartek! Uważam, że jest to forma utrudnienia dla każdego obywatela, który chciałby prześledzić wydatki poszczególnych komitetów. Kuriozalne jest to, że stosunkowo szybko znalazły się pieniądze na niepokojącą aplikację ProteGO, ale faktury przesyłane do PKW mogą być dalej na papierze, a o jakimś systemie ułatwiającym ich przeszukiwanie trzeba zapomnieć. Zresztą, to jest wierzchołek góry lodowej. Autorzy raportu jasno stwierdzają, że

Państwowa Komisja Wyborcza nie posiada narzędzi do monitorowania i nadzorowania kampanii wyborczej w mediach społecznościowych.
Kampanie medialne i profrekwencyjne są poza kontrolą, mimo że są nacechowane politycznie i mobilizują lub zniechęcają do głosowania wybrane grupy wyborców.

Państwowa Komisja Wyborcza nie posiada narzędzi do monitorowania i nadzorowania kampanii wyborczej w mediach społecznościowych.

Kampanie medialne i profrekwencjyne są poza kontrolą, mimo że są nacechowane politycznie i mobilizują lub zniechęcają do głosowania wybrane grupy wyborców.

Źródło: https://panoptykon.org/ktocienamierzyl-raport

Absurd! Państwowa struktura, której naczelnym zadaniem jest dbanie o to, aby wybory odbyły się zgodnie z prawem, nie jest w stanie kontrolować jednej z kluczowych sfer agitacji! Niby z pomocą przychodzi tutaj Facebook, ze swoją “Biblioteką reklam”. Mimo to zgodnie z informacjami z raportu nie jest to najlepsze narzędzie, twórcy dokumentu wskazują na wiele uchybień oraz niejasności. A jednak zachęcam do skorzystania i sprawdzenia, jak i na co wydają pieniądze komitety wyborcze.

Najlepiej to zrobić po drugiej turze. Dla zaspokojenia ciekawości i sprawdzenia, do jakich grup trafiała dana reklama.